• Wpisów:37
  • Średnio co: 46 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:28
  • Licznik odwiedzin:5 846 / 1771 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Violetta
Obudziły mnie promienie słońca. Przebudziłam się i mimowolnie obróciłam głowę w bok. Obok mnie leżał León i wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Wyszeptał do ucha "Kocham Cię" i ucałował w policzek. Tak się cieszę, że mam go przy sobie. Wtuliłam się w niego i leżeliśmy tak jeszcze ze 20 minut. Odkryłam się z kołdry i popatrzyłam na brzuch. León momentalnie dotknął go swoją ręką i uśmiechnął się.
-Za niespełna 8 miesięcy będziemy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie.- powiedziałam do niego i również złapałam się za brzuch.
-Już nimi jesteśmy. To owoc naszej miłości.- dokończył i wskazał na mój lekko zaokrąglony brzuszek. Zakręciła mi się łezka w oku. Kiedy patrzyłam na Leóna miałam pewność, że cały mój świat jest tuż obok. I za parę miesięcy urodzi się kolejny cud. Z szafki nocnej wyciągnęłam album ze zdjęciami. Powoli otworzyłam go i w jednej sekundzie odżyły wspomnienia. Chłopak przeniósł swoją dłoń z brzucha na zdjęcia. Zauważyłam na jego serdecznym palcu złoty pierścionek. Przyjrzałam się swojej ręce i także zauważyłam identyczny. Jestem panią Verdas, najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Odwróciłam stronę w albumie.

-Moja mała Viola. Już wtedy chciała zostać gwiazdą.- zaśmiał się mój mąż i dotknął delikatnie palcem mojego noska. Nic się nie zmienił przez tyle lat. Ciągle czuły, kochający ale i dziecinny León.

-A tutaj rozpłakałaś się, bo nie potrafiłaś wejść na drabinki.- rozczulił się. Na samo wspomnienie zrobiło mi się ciepło na sercu.

-Tutaj mój ukochany mężczyzna, miałeś wtedy zaledwie 9 miesięcy. Byłeś uroczy.- teraz ja się rozczuliłam. León objął mnie tylko ramieniem i powiedział:
-Kochanie, za parę miesięcy my będziemy mieli takiego brzdąca i stworzymy kochającą się rodzinę.
-Już ją tworzymy.- spojrzałam na mężczyznę swojego życia i zamknęłam album. Pomyśleć, że parę lat temu nie miałam nic, co się dla mnie liczyło, a teraz mam męża i naszego szkraba, które się urodzi.
-Będziemy dumni z naszego dzidziusia, chłopca lub dziewczynki. Wychowa je przecież najwspanialsza mama na świecie.- usiedliśmy wygodnie na łóżku wciąż wtuleni w siebie.
-Wychowa je także najwspanialszy tata. Nigdy mnie nie opuścisz?- spytałam Leóna. Ten nic nie odpowiedział tylko pocałował mnie delikatnie. Pocałunek oddawał idealnie nasze uczucia. Rozumieliśmy się bez słów. Już wtedy wiedziałam, że on to ten jedyny.
-Nigdy w życiu. Nawet tam.- wskazał w górę. Wiedziałam o co mu chodzi, ale momentalnie się rozpłakałam. Nie lubiałam rozmyślać o tym co będzie w przyszłości, szczególnie tam na górze. Mocno go przytuliłam i lekko rozpłakana odsunęłam go od siebie. Popatrzył mi głęboko w oczy i jednocześnie powiedzieliśmy "Kocham Cię".
...
Obudziłam się. To był sen. Tylko dlaczego byłam tam z Leónem? Byłam jego żoną i mieliśmy zostać szczęśliwymi rodzicami? W mojej głowie roiło się od pytań dotyczących tego snu. Czy miał on pokazać, że jesteśmy dla siebie stworzeni? Nie mogłam w to uwierzyć. Jakaś cząstka mojego serca chciała, żebym go odrzuciła, ale ta większa reszta pokazywała, że dalej go kocham i nigdy nie przestanę. Czy powinnam do niego wrócić, czy raczej go odrzucić? Nie miałam czasu na takie głębokie przemyślenia, ponieważ zbliżała się godzina lekcji. Wzięłam odruchowo to co leżało na wierzchu i ruszyłam w drogę. Do torebki spakowałam również mój fioletowy pamiętnik. Od dłuższego czasu nieodłączna rzecz, którą ciągle i wszędzie ze sobą nosiłam. Weszłam do Studia. Na tablicy ogłoszeń zauważyłam kartkę z napisem, że pierwsza lekcja zostaje odwołana. Zobaczyłam także, że pozostali uczniowie stali za mną i przyglądali się tej informacji. Nie miałam co ze sobą zrobić, więc zaszyłam się w cichym i pustym kącie szkoły i wyciągnęłam pamiętnik. Usiadłam na ławeczce i zaczęłam pisać list. To znaczy tak jakby. Zaadresowany do mamy. Brzmiał tak:

"Kochana Mamo,
Wiem, że nie ma cię przy mnie, ale mam nadzieję, że patrzysz na mnie z góry. W moim życiu ostatnio wszystko wywróciło się o 360 stopni. Szkoda, że nie siedzisz obok mnie, bo chciałabym ci to wszystko opowiedzieć osobiście. Odczułabyś te wszystkie emocje, które właśnie w tej chwili targają moją duszą. Mogłabym wypłakać się na twoim ramieniu, a ty byś nie zadawała pytań tylko mnie mocno objęła. Czułabym się bezpiecznie w twoich ramionach. Póki co nikt nie dał mi takiego poczucia bezpieczeństwa, jakiego ty dawałaś mi w dzieciństwie. Nawet tata, który się zmienił, ale nigdy nie zastąpi ciebie. Ani twoja siostra a moja ciocia Angeles. Kocham ją równie mocno jak ciebie, ale to ty zawsze najlepiej mnie rozumiałaś. Uwierzyć, że minęło już tyle lat, a ja ciągle nie zapomniałam i nigdy nie zapomnę o Tobie. Jesteś dla mnie tak ważna jak wtedy, kiedy przy mnie byłaś. Gładziłabyś pewnie teraz moje włosy i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Czuję Twoją obecność przy mnie, ale niestety Cię nie widzę. Za kilkanaście lat ponownie się spotkamy i wtedy już nic nas nie rozdzieli. Pamiętaj, że ciągle o Tobie myślę Mamo,
Kochająca Cię bardzo mocno Twoja córka, Violetta"

Nie wiem czemu, ale w tej chwili poleciały mi łzy z oczu. Potrzebowałam czyjejś bliskości. Usłyszałam ciche "Jestem tu". To była mama. Wiedziałam, że zawsze i wszędzie czuwa przy mnie. Poczułam jak ktoś delikatnie kładzie swoją rękę na moim ramieniu. Czułam zapach perfum, które były mi bardzo dobrze znane. Odwróciłam się, ale za mną nie było nikogo. Ile ten list wywołał u mnie emocji, tego nikt nie jest w stanie opisać. Uspokoiłam się i wstałam z ławeczki. Schowałam pamiętnik do torebki i ruszyłam do sali, gdzie właśnie miała odbyć się nasza lekcja. Nie zastałam jednak w niej nikogo, więc podeszłam do pianina i zaczęłam grać.
Pero hay cosas que si sé,
Ven aquí y te mostraré.
En tu ojos puedo ver....
Lo puedes lograr, prueba imaginar.
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
Kolejna rzecz, która wywołała napływ łez. Przypomniałam sobie o Leónie i naszej pierwszej randce kiedy zaśpiewał mi tą piosenkę. Usłyszałam ciche klaskanie. Odwróciłam się, w drzwiach stał właśnie on. Kiedy mrugnęłam oczami zniknął. Mam jakieś urojenia czy co? W tym momencie do sali weszli pozostali uczniowie. Wśród nich stał León. Nagle zaczęłam płakać i wybiegłam z sali. Wbiegłam do toalety i usiadłam pod ścianą. Za mną pobiegła Camila.
-Co się dzieje Violu?- nie potrafiłam pohamować płaczu. Wciąż łkałam. Ciągle myślałam o Leónie. Jak ja go cholernie mocno kocham. On był pierwszym i ostatnim chłopakiem z jakim się związałam. Nie sądziłam, że ten sen, list do mamy i piosenka potrafią mnie tak wzruszyć.
-Chcę zostać sama.- powiedziałam tylko. Camila zrozumiała o co mi chodzi i posłusznie wyszła z łazienki.
Spojrzałam w lustro i zobaczyłam rozmazany makijaż. Szybko starłam go chusteczką i ponownie spojrzałam na swoje odbicie. Tym razem nie zobaczyłam rozpaczającej, słabej, małej dziewczynki lecz własny uśmiech. Byłam teraz wesołą, silną, dużą dziewczynką, która upora się z każdym problemem. Wyszłam z toalety i wróciłam na zajęcia. Na szczęście dzisiaj odpoczywaliśmy od programu. Nie zniosłabym dodatkowych nerwów związanych ze show. Po skończonych lekcjach wróciłam do domu. Nikogo nie zastałam. Udałam się do pokoju z rzeczami mojej mamy. W którejś z szafek wynalazłam małą pozytywkę na wzór pianina. Otworzyłam je i ujrzałam nasze wspólne zdjęcie.
-Byłaś taka piękna, odziedziczyłam urodę i talent po Tobie.- powiedziałam do siebie. Schowałam fotografię do pamiętnika i pomyślałam: -Kiedyś wkleję je do rodzinnego albumu. Na pewno ją założę w przyszłości.- w ciągu tych kilku godzin wydarzyło się naprawdę wiele. Uświadomiłam sobie wtedy parę rzeczy. Pomimo nieporozumień i problemów, jakie tworzą się w naszym życiu trzeba iść naprzód.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pisząc to opowiadanie nie wiem czym się inspirowałam, ale jest dla mnie ono lekko wzruszające. Nie wiem jak wy to odczujecie. Violetta powoli sobie coś uświadamia, ale co dowiecie się w kolejnych rozdziałach. Wyszedł mi naprawdę długi, jak dla mnie oczywiście.
Koniec na dzisiaj z rodziałami.
~Leonetta
 

 
Marco
Wróciłem właśnie do domu. Od progu poczułem niesamowicie piękny zapach lasagne robionego przez moją mamę. Wszedłem do kuchni, a obok talerza z jedzeniem leżała karteczka. Podniosłem ją.
"Idę na zakupy i wrócę za parę godzin. Zrobiłam twoje ulubione lasagne
Mama"
Wyciągnąłem z szufladki widelec, wziąłem talerz i zabrałem się za jedzenie. Zasiadłem na fotelu w salonie i włączyłem piosenki mojego ulubionego zespołu. W 15 minut dosłownie wyczyściłem talerz i odniosłem go do kuchni. Zaczęło mi się nudzić. Niestety, moja dziewczyna aktualnie siedziała u fryzjera razem z Camilą, a mnie zostawiła na pastwę losu. Przypomniałem sobie jednak o kumplach, więc szybko powiadomiłem ich o zaistniałej sytuacji. Kilka minut później wszyscy już siedzieli w moim salonie. Maxi opierał się o Leóna, a Brako, Napo, Federico siedzieli ściśnięci na kanapie.
-A więc po co zwołałeś to "babskie" spotkanie?- Maxiego jak widać żarty nie odpuszczają.
-Nudziło mi się to chciałem pogadać i zgaduję, że wy też nie mieliście nic ciekawszego do roboty.- a co, nie miałem racji? Chłopaki popatrzyli na mnie jakbym był jasnowidzem.
-W sumie to ja miałem... iść do cioci...- ten León zawsze się wykręcał.
-Takie kity to ty możesz wciskać swojej babci, ale u mnie to nie przejdzie.
-No dobra masz mnie.- przyznał się. -A jest jakiś konkretny cel tego zebrania?- wtrącił Federico.
-Raczej tak. Zwołałem was tu, ponieważ Pablo kazał mi przekazać wam, że mamy wspólnie wykonać ćwiczenie. Musimy stworzyć grupę, która napisze piosenkę na dowolny temat. Pomyślałem, że to popołudnie to idealna okazja do tego, żeby coś skomponować, zgodzicie się?
-No pewnie.- odpowiedzieli chórem. Zabrałem z komody kartkę papieru i ołówek. Przysiadłem się obok kolegów i razem zaczęliśmy tworzyć. Dwie godziny później mieliśmy gotowy tekst.
-Skończyliśmy!- krzyknął rozentuzjazmowany Napo. -Jeszcze melodia i możemy pokazywać Pablo.
-Fajnie się z wami współpracuje. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego?- powiedziałem nasze hasło.
-Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!- wykrzyczeli pozostali. Podaliśmy sobie ręce i podnieśliśmy je do góry. To zwykłe popołudnie zamieniło się w niezapomniany dzień, przynajmniej dla mnie. Cieszę się, że znalazłem takich kumpli jak oni.
Camila


Siedziałam na fotelu u fryzjera, a Francesca rozglądała się po pomieszczeniu. Ściany były beżowe, więc nikogo nie rozpraszały. Przyjaciółka przyglądała się poczynaniom fryzjera i szczerze to bardzo jej się podobały. Kiedy sama zobaczyłam efekty, oniemiałam. Włosy lekko falowane, o brązowo-rudym kolorze delikatnie układały się na moich ramionach. Zeszłam z fotela i zaprosiłam na niego Francesce. 45 minut później ona także była gotowa. Skróciła swoje czarne włosy i pocieniowała. Obie wyglądałyśmy pięknie. Zapłaciłyśmy fryzjerowi za dobrze "odwaloną" robotę i ruszyłyśmy na shopping.
-Fran, szczerze to ci bardzo zazdroszczę.- jakoś tak powiedziałam.
-Ale czego?- przyjaciółka była zdezorientowana.
-Masz chłopaka, jesteś piękna no i w ogóle...- spuściłam głowę.
-Ty też jesteś równie piękna, uśmiechnij się!- posłuchałam rady przyjaciółki i na mojej twarzy momentalnie pojawił się delikatny uśmiech. -Właściwego chłopaka nie tak łatwo znaleźć. Mówię ci, ja sama bardzo długo byłam singielką.
-Mój ostatni związek zakończył się klapą. Nie chcę teraz związać się z byle kim. Masz racje, na tego prawdziwego można czekać nawet latami.- przypomniałam sobie mój ostatni związek sprzed roku. Emil nie był tym jednym, zachowywał się jak dziecko i nie traktował mnie poważnie. Dwie godziny później wróciłyśmy do domu. Kiedy rozeszłyśmy się w swoje strony, zadzwoniłam do Violi. Chodziła dzisiaj taka przygnębiona i nie chciała ruszyć się z domu. Nie odebrała, więc zawróciłam w stronę ulicy, na której mieszkała. Otworzyła mi Olga. Zaprowadziła do pokoju przyjaciółki i zostawiła nas same.
-Cześć Violu.- powiedziałam niepewnie. -Możemy pogadać?
-Dobrze, siadaj.- przyjaciółka zrobiła mi miejsce koło siebie.
-Dlaczego chodziłaś dzisiaj taka przybita? Coś z Leónem?
-Trafiłaś w dziesiątkę.- czyli zgadłam. Ten chłopak nie chce jej wyjść z głowy. Opowiedziała mi co się wydarzyło. Szczerze to nie byłam zaskoczona, bo czego się spodziewać po chłopakach. Niestety, musiałam już iść więc pożegnałam przyjaciółkę i wróciłam do domu.
*następnego dnia, Studio21, kolejny etap programu*
León
Każdy uczestnik zaśpiewał własny utwór. Ja zaśpiewałem "Voy Por Ti", Viola swoją nową piosenkę "Como Quieres" i wydaje mi się, że napisała ją inspirując się mną. A może się mylę? Diego "Yo Soy Asi", a Ludmiła "Alcancemos las estrellas". Głosowali Rafa Palmer i Marotti, a także widzowie. Parę godzin później otrzymaliśmy wyniki.
-Ogłaszamy, że Ludmiła dostała 4 głosy i...- Marotti nie dokończył, bo Ludmiła wyrwała mu mikrofon.
-Przechodzę dalej i wygrywam! Dziękuję za oddane głosy...- Marotti zabrał mikrofon i odsunął dziewczynę do tyłu.
-I odpada! Do finału przechodzi Violetta! Czas na chłopców. Dosłownie jednym punktem przewagi wygrywa... Diego. Gratulacje! Oto nasi finaliści: Viola i Diego.
Byłem nieco smutny. Jak widać są lepsi ode mnie, i naprawdę kibicowałem Violi, ale Diego już nie za bardzo.
-Przegrałeś tylko jednym punktem, nie zrażaj się. To tylko reality.- pocieszali mnie przyjaciele. Podszedłem do Violetty i jedyne na co się zdobyłem to "Gratuluję". Następnym razem się bardziej postaram, o ile spotka mnie ponownie taka szansa. Wyszedłem na spacer się przejść nie myśląc o moich kłopotach i problemach. Zastanawiałem się, co w życiu jest dla mnie najważniejsze. Czuję, że to co ważne jest przy mnie i wszystko czego mi trzeba już dostałem. Tylko dlaczego tego nie dostrzegam?

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam, witam Mam nadzieję, że spodoba się wam ten rozdział. Z całego serca dziękuję osobom, które czytają tego bloga.
~Leonetta
 

 
Ludmiła


Czy ja się nie przesłyszałam, czy León i Viola nie są już razem?! Co za wspaniała wiadomość! Jeszcze wystarczy, że wygram ten cały konkurs i zdepczę Violetkę jak muchę. I resztę konkurencji też. Phi, co to mi za konkurencja, co śpiewać nie umie! Jeszcze Tomas ma jakiś talent, ale reszta... przegrani.
Wyszłam przed szkołę. Stało przy niej mnóstwo ludzi i coś krzyczeli. Pomyślałam, że to moi fani, więc do nich podeszłam.
-León, León!- krzyczeli. -Nie, bo Viola! Violetta wygra!- krzyczeli inni.
-Ekhem- odchrząknęłam zwracając na siebie uwagę.
-Ludmiła rozdaje autografy. Kto chce?- podeszły do mnie dwie osoby. Reszta stała daleko ode mnie i krzyczała imiona innych osób. Ale przecież nie ma nikogo bardziej utalentowanego ode mnie! Fochnęłam się i odeszłam.
Diego
Ja się chyba... zakochałem. Violetta jest inna. Naprawdę mi się podoba i chcę się do niej zbliżyć, a teraz mam świetną okazję. Właśnie rzuciła chłopaka i mogę ją pocieszyć. Nie interesuje mnie to, że pracuję dla Ludmiły. Muszę się wycofać. Szedłem tak przed siebie gdy z myśli wyrwała mnie właśnie ona.
-Gdzie się szwędasz, kiedy cię potrzebuję? Mamy sprawę do obgadania.- odezwała się Ludmiła.
-Chodzi o Violettę? Wycofuję się.- odpowiedziałem. Nie będę owijał w bawełnę.
-Co?! Nie możesz w takim momencie!- była zła.
-To zobacz! Odchodzę.- na odchodne pomachałem jej.
Dostałem właśnie sms-a. Sprawdziłem nadawcę. Lara. Jeszcze ona! Grrr... niech da mi spokój. Nie chcę się mieszać.
"Diego spotkajmy się o 150 w Resto. Musimy pogadać. Lara"
Ruszyłem w stronę domu. Zjadłem obiad i po cichu wymsknąłem się z niego. Bez problemu w parę chwil znalazłem się w barze. Dziewczyna już na mnie czekała. Podszedłem do jej stolika i zająłem miejsce.
-Mam sprawę. Chodzi o...- przerwałem jej.
-Leóna i Violettę. Tak, wiem. Wycofuję się. Nie pomagam ani tobie, ani Ludmile. Przepraszam.- powiedziałem.
-Właśnie to chciałam ci powiedzieć. Nie potrzebuję już twojej pomocy.- oznajmiła i wyszła bez słowa. Sam nie miałem co robić, więc wróciłem spacerem do domu.
León
Wiem, że zrobiłem źle. Violetta jest na mnie zła i udaje, że mnie nie widzi. Zachowuje się tak, jakbym nie istniał i o mnie chyba zapomniała. Chodzi teraz wesoła z przyjaciółmi, którzy się również do mnie nie odzywają. I jeszcze ten Diego! Kręci się przy niej i nie opuszcza jej na krok. Widziałem, jak w sali muzycznej prawie się pocałowali. Nie to, że jestem zazdrosny. No dobra, jestem jak cholera. Siedzę teraz na ławce w parku i rozmyślam. Na dodatek Lara ciągle wysyła mi sms-y i dzwoni do mnie. Nie rozumie, że nie chcę z nią gadać?! Muszę wszystko wyjaśnić Violi. Nie może być wiecznie obrażona na mnie. Wstałem i wsiadłem na motor. Po 10 minutach byłem już w domu.
-León wróciłeś już? Za chwilę obiad!- zawołała z kuchni mama. Poszedłem do swojego pokoju. Na ścianie wzrokiem znalazłem nasze wspólne zdjęcie. Zdjąłem je i wpatrywałem się w nie. Viola i ja... te czasy już nigdy nie wrócą. Zostały mi tylko wspomnienia. Na samą myśl zakręciła mi się łza w oku. Verdas, przecież ty nie płaczesz! Jesteś mężczyzną, a nie babą. Chociaż więcej w tobie baby i idioty niżeli mężczyzny. Usłyszałem krzyk mamy z dołu. Odłożyłem zdjęcie i zszedłem na obiad. Zjadłem go w kilka minut i postanowiłem, że nie będę dłużej czekał. Chwilę później stałem już pod drzwiami państwa Castillo.
-Raz się żyje.- pomyślałem i zadzwoniłem do drzwi. Otworzył mi je pan German.
-León, witam. Wejdź proszę. Violetta się ciebie spodziewała?- zapytał.
-Nie, jest w domu?
-Jeszcze nie, ale zaraz wróci. Poczekaj w jej pokoju.- poszedłem do niego. Zauważyłem, że nadal ma powieszone nasze wspólne zdjęcia. Może nadal mnie kocha. W tym momencie weszła do pokoju.
-Co ty tu robisz? Wyjdź!- krzyknęła na mnie i odstawiła torebkę. -Kto cię tu wpuścił?!
-Twój ojciec. Violuś, daj mi to wytłumaczyć...- próbowałem, ale ona mi przerwała.
-Nie Violusiuj mi tu i wyjdź z tego domu zdrajco! Masz mi coś jeszcze do powiedzenia?!- powiedziała oburzona.
-Tak mam. Kocham Cię i bez względu na to co zrobisz, nigdy nie przestanę.- wstałem i podszedłem do niej dając jej buziaka w policzek. Nie spodziewała się tego. Wyszedłem z jej domu, bo zrobiło się dosyć ciemno. Wolnym krokiem udałem się do siebie.
Violetta


Byłam zszokowana. Po wyjściu Leóna nie mogłam się pozbierać. Wszystko, co dla mnie zrobił przypomniało mi się w jednym momencie. Czy naprawdę nic do niego już nie czuję? To wiem tylko sama ja.Zrobiłam szybki wpis do pamiętnika z dzisiejszego dnia.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jak się podobało? Szczerze, to dla mnie jest taki sobie. No ale ważne, że jest Ciekawe kto czyta te moje wypociny, chyba zrobię taką ankietę.
 

 
Violetta
Uwierzyłam mu, że to zdjęcie jest ściemnione. Filmik- raczej nie. Zalałam się łzami i usiadłam na pierwszej lepszej ławce, jaką napotkałam. Schowałam twarz w dłoniach. Ktoś dotknął mojego ramienia i usiadł obok mnie.
-Co się stało?- spytał Diego.
-León... mnie zdradził. Przytul mnie.- chłopak posłusznie mnie przytulił. No świetnie. Dopiero co rozstałam się z chłopakiem, a już znalazłam sobie "pocieszyciela". Oderwałam się od Diega.
-Nie był ciebie wart, jeżeli zrobił ci coś takiego.
-Dziękuję za pocieszenie. Muszę już wracać do domu.- powiedziałam i wstałam z ławki.
-Nie puszczę cię samej w takim stanie. Chodź, odprowadzę cię.- zaproponował Diego, a ja przystałam na jego propozycję. W ciszy odprowadził mnie pod same drzwi domu.
-Do zobaczenia.- ucałował mnie w policzek i odszedł. Dotknęłam go ręką. Czy to się właśnie stało? Weszłam do domu, oczywiście nie obyło się bez uwag taty.
-Violetto, gdzie byłaś? Czemu płakałaś? Kim był ten chłopak, który cię przed chwilą pocałował? To chyba nie był León. Zdradzasz go?- zawsze zadaje te niepotrzebne pytania.
-Tato, możesz chociaż raz nie zadawać zbędnych pytań? Nie jestem w nastroju.- odpowiedziałam i pobiegłam szybko do pokoju. Odłożyłam torbę na bok i rzuciłam się na łóżko. Super, od mascary pobrudziłam sobie całą poduszkę. Teraz zamiast fioletowej jest cała czarna. A z resztą, cały świat mi się wali. Nie myślałam jednak w tej chwili o Leónie, lecz o Diegu. Dlaczego zaprzątam sobie nim głowę? Chociaż, dzisiaj mnie pocieszył.
-Puk, puk. Mogę wejść?- to była Angie. Zamknęła za sobą drzwi i usiadła na łóżku obok mnie.
-No jasne.- na mojej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech.
-Co się stało? Nie było cię na lekcjach. Francesca powiedziała mi, że źle się czujesz- powiedziała. -Co się dzieje Vilu?- dodała.
-To się dzieje.- podałam jej tableta i włączyłam ten straszny filmik. Ciocia zamarła, gdy to zobaczyła.
-A to świnia! Jak on mógł? Wydawał się być takim porządnym chłopakiem.- widać było, że jest zła na niego tak samo jak ja.
-Uważam tak samo jak ty. Bardzo mnie zranił.- znowu się rozpłakałam. Angie nic nie powiedziała tylko mocno mnie przytuliła.
-Wiesz co? Zaproś może koleżanki do siebie, na pewno one cię pocieszą.- zaproponowała. To nie było takie głupie.
-Dziękuję za pomysł. Już do nich dzwonie!- ciocia wyszła, a ja zadzwoniłam po Cami i Fran. Pół godziny później stały już w progu moich drzwi. Kiedy mnie ujrzały od razu rzuciły mi się na szyję.
-Współczujemy ci, León to drań.- oznajmiła Cam.
-Nie wspominaj w moim towarzystwie imienia tego zdrajcy. Nie mam ochoty myśleć o nim.- usiadłyśmy na łóżku. Chwilę później każda przebrała się w piżamę i rozpoczęłyśmy piżama party. Było świetnie, chociaż na chwilę zapomniałam o tym idiocie.

Olga przyniosła nam ciasteczka i pepsi. Zajadałyśmy się nimi i gadałyśmy w najlepsze. Robiłyśmy sobie manicure, szalone fryzury i wiele innych rzeczy. Po około północy padnięte położyłyśmy się spać. Rano wstałyśmy wypoczęte, a ja miałam wielki uśmiech na twarzy. Ubrałyśmy się i razem z dziewczynami zeszłyśmy na dół.
-Idziemy do Studia! Nie czekajcie na nas ze śniadaniem, zjemy po drodze.- oznajmiłam reszcie domowników i wyszłyśmy z domu. Po drodze spotkałyśmy Marco. Ucałował Fran w policzek, na co ona się zarumieniła i popatrzyła na mnie.
-Nic się nie stało- pomyślałam. -Przecież ona zasługuje na szczęście.
-Nie pogniewacie się, jak porwę wam przyjaciółkę?- zapytał Marco.
-No pewnie, że nie! Do zobaczenia.- krzyknęłam chórem z Camilą. Porozmawiałyśmy sobie o konkursie.
-Jaka szkoda, że ta wstrętna Ludmiła się dostała. A Lara nie lepsza.- powiedziała Camila. Zauważyła, że lekko się wzdrygnęłam. -Przepraszam, nie chciałam...
-Nie przejmuj się.- podniosłam lekko kąciki ust. -Jest dobrze.
Weszłyśmy do szkoły wesołe i rozbawione, co nie uszło uwadze Leóna. Myśli, że ubolewam nad jego stratą? To się myli! Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Chyba... Przeszłam obok niego obojętnie nie patrząc w jego stronę. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Wszyscy udali się do sali.
-Moi drodzy, dzisiaj drugi etap naszego konkursu. Nasi uczestnicy muszą zaśpiewać piosenkę skomponowaną przez Rafę Palmera. Oto on!- powiedział Gregorio.
-Nie wierzę! To Rafa Palmer!- krzyczeli wszyscy uczniowie. Po lekcji dostaliśmy tekst i nuty do piosenki Rafy. Nosiła tytuł "Tienes El Talento".
Grita fuerte que tienes el talento,
Canta vas a brillar,
Abre tu corazón al universo,
Anímate a soñar
Hoy no te detendrás
Podśpiewywałam sobie refren pod nosem. Ktoś zaczął mi klaskać. To był Diego.
-Brawo, pięknie śpiewasz.- powiedział. -Zaśpiewamy razem? Może i ja się jej w końcu nauczę.- uśmiechnęłam się. Podeszłam do pianina i razem z Diego zaczęliśmy śpiewać piosenkę na kolejny etap.

Quiero que sepas que podrás hacerlo
Ahora o nunca a vivir lo intenso
Saca tu estrella, este es el momento
Hoy lo vas a alcanzar
Hoy lo vas a cantar
Grita fuerte que tienes el talento,
Canta vas a brillar,
Abre tu corazón al universo,
Anímate a soñar
Hoy no te detendrás
-Podobało mi się. A tobie?- przybliżył się. Był niebezpiecznie blisko.
-Diego, nie.- odepchnęłam go delikatnie i wyminęłam go.
-Rozumiem, że potrzebujesz czasu. Szanuję to.- od kiedy on jest taki czuły? Coraz bardziej podoba mi się to wydanie Diega. Uśmiechnęłam się tylko i wyszłam z sali. On poszedł za mną. Skręciłam w stronę szafek i schowałam nuty. Nie zaprzątałam sobie głowy zdradą Leóna, nim samym i Larą. Po głowie chodził mi Diego.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Diego namiesza? I czy Violetta coś do niego poczuje? Dowiecie się tego w kolejnych rozdziałach. Pisany tylko z perspektywy Violetty, ale wyszedł mi nawet długi.
 

 
León
-I...- powiedział Gregorio. Czemu trzyma nas w napięciu?
-I...Lara! Gratuluję wszystkim ośmiu uczestnikom programu, reszcie dziękujemy.- wyszli z sali, a Lara posłała mi swoje urocze spojrzenie i pomachała mi. Popatrzyłem na Violkę. Była cała w skowronkach. nie dziwię się jej, przecież dostała się do programu. Podbiegła do mnie i mocno objęła.
-Udało się! Jesteśmy w programie.- pocałowałem ją gdy powiedziała te słowa. Tak mocno ją kocham. Tą chwilę przerwała nam Lara.
-León, gratuluję ci przejścia dalej.- uścisnęła mocno moją rękę. Widziałem, jak Violi ze złości trzęsło się oko.
-Lara, możesz odejść, przeszkadzasz nam!- krzyknęła.Była bardzo zła.
-Weź wyluzuj, już idę. Pilnuj swojej dziewczyny!- krzyknęła na odchodnym Lara i puściła mi oczko.
-Kotku, nie przejmuj się tą dziewczyną. Może chodźmy uczcić wygraną z przyjaciółmi, co?- podsunąłem pomysł. Zgodziła się i już w lepszym nastroju poszliśmy razem z innymi do Resto. Czas nam szybko i miło minął, ale każdy musiał już wracać do domu. Odprowadziłem Violettę i sam udałem się do domu. Jako, że mieszkam blisko Studia wszedłem jeszcze na chwilkę, żeby schować coś do szafki. Kiedy miałem już iść usłyszałem za sobą głos:
-Jesteśmy już sami, więc na spokojnie mogę ci pogratulować. W końcu oboje przeszliśmy, może jakoś to uczcimy, co?- powiedziała Lara.
-Nie dziękuję, muszę wracać już do domu.- chciałem już się wycofać, ale złapała mnie za rękę i przyciągnęła do siebie. Popatrzyliśmy sobie w oczy. Nie pamiętałem kiedy ostatni raz tak na nią patrzyłem. Kiedyś byłem w niej zakochany. Dlaczego tak jest? Zrobiłem coś, czego nie powinienem nigdy zrobić. Pocałowaliśmy się.

Co ja zrobiłem? To było złe, bardzo złe. Co z tego, że kiedyś Lara mi się podobała? Jestem teraz z Violettą i tylko ona się liczy. Odepchnąłem Larę.
-To było... cudowne.- powiedziała.
-Przepraszam, ale to nic nie znaczyło. Zapomnij o tym.- odpowiedziałem jej i uciekłem. Boże, co ja najlepszego zrobiłem?! Chciałem zapomnieć o tej sprawie, ale niestety nie potrafiłem. Nie wiedziałem jeszcze, że to początek wielkich kłopotów.
Violetta
*następny dzień*
Obudziłam się cała w skowronkach. Dostałam się do programu, mam najwspanialszego chłopaka na świecie, najlepszych przyjaciół i kochającą rodzinę. Czego chcieć więcej? Ubrałam się i ruszyłam do Studia. Wchodząc do szkoły czułam na sobie kilkanaście par oczu. Wyszukiwałam wzrokiem Leóna, ale nigdzie go nie zauważyłam. W pewnym momencie wszedł do Studia, ale gdy mnie zobaczył, od razu skręcił w inna stronę. Nie miałam szansy z nim pogadać. Chwilę później podeszła do mnie Fran ze smutną miną.
-Co się stało Fran? Dlaczego wszyscy dzisiaj są tacy markotni?- spytałam.
-Wiesz... wolę, żebyś sama to zobaczyła. Włącz pierwszy filmik.- podała mi do ręki tablet. Była na nim włączona oficjalna strona Y-Mix. Dotknęłam na ekranie pierwszą ikonkę i moja mina od razu zrzedła.

Dlaczego? Miałam wielką gule w gardle. Po policzku spłynęła mi łza. Jak on mógł pocałować Larę? To wszystko było kłamstwem? Próbowałam obudzić się z tego koszmarnego snu. Na marne. To rzeczywistość, bardzo okrutna. Oddałam Fran tableta i wybąkałam tylko:
-Dzięki...- wybiegłam ze Studia. Poszłam gdzieś na ławkę i tam płakałam.
Francesca
Nie chciałam, żeby Viola się o tym dowiedziała. Szczególnie w ten sposób. León zachował się nie w porządku. Czemu on to zrobił? Teraz moja przyjaciółka pewnie gdzieś szlocha, a ja nie mogę niestety jej pomóc. Zadzwonił dzwonek i wszyscy musieliśmy udać się do sali.
-Gdzie jest Violetta?- spytała Angie, ponieważ zauważyła, że brakuje jej siostrzenicy.
-Źle się poczuła.- skłamałam. Popatrzyłam na Leóna morderczym wzrokiem. Chłopak odwrócił głowę. Lara gapiła się na niego. Eh, udusiłabym ją, albo nawet gorzej. Dlaczego wszyscy chcą zaszkodzić naszej Leonettcie?! Lekcja przebiegła nam bardzo szybko i mieliśmy przerwę. Viola nie pojawiła się przez kolejne dwie lekcje. Martwiliśmy się o nią. A może ona sobie coś zrobiła? Nie mam bladego pojęcia.
León
Wiem, że źle robię nie przyznając się Violi do tego, że pocałowałem Larę. To była chwila słabości. Jestem wielkim głupkiem, bo dałem się omamić dziewczynie. Przez resztę dnia szukałem w szkole Violetty, bez skutków. Zauważyłem, że wchodzi do szkoły. Trzymała w ręku tableta i zmierzała w moją stronę.
-Co to ma znaczyć León?!- wykrzyczała mi w twarz. Nie wiedziałem o co chodzi.
-Nie zgrywaj głupka. Zobacz sam.- podała mi sprzęt. Zobaczyłem nagranie, na którym całujemy się z Larą. O nie! Kamery w Studio wszystko zarejestrowały, a Marotti wrzucił ten filmik na stronkę?! Masakra.
-Violu, to nie tak, daj mi sie wytłumaczyć...- próbowałem się bronić.
-Uwierzyłam ci, że to zdjęcie jest zrobione specjalnie i do niczego nie doszło, ale mam teraz dowód!- zabrała mi tableta i rozpłakała się.
-Daj mi się wytłumaczyć, dla naszego dobra powinnaś wiedzieć...- nie dała mi dokończyć.
-Nie ma już żadnych nas! To... to koniec.- uciekła. Jezu, co ze mnie za chłopak? Jestem beznadziejny, w każdym calu. Nie zostawię tak tego. Będę o nią walczył.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Leonetta znowu się rozstała... tylko mnie nie bijcie! Mam już plan jak ich połączyć dlatego ich rozdzieliłam. Ale tylko na jakiś czas. Później obiecuję, że przez długi czas będą razem i może nawet się nigdy już nie rozstaną.
~Leonetta
 

 

#21

Violetta
Czułam, że León coś kręci. Nie chciałam tylko pytać przy przyjaciółce więc gdy poszła wybrałam się z Leónem na spacer. Musiał mi powiedzieć prawdę.
-León ja wiem, że to z kluczami to kłamstwo. Nie potrafisz kłamać.- powiedziałam i złapałam go za rękę. -Co się dzieje?
-Nic, naprawdę. Uwierz mi, że ni się nie stało. Muszę iść do domu.- puścił mnie i odszedł. Czyżbym coś zrobiła? Nigdy się tak nie zachowywał... Przemyślałam to w drodze do domu.
*następnego dnia*
Wstałam wcześnie i zeszłam na dół. Ktoś zadzwonił do drzwi, a że byłam niedaleko poszłam je otworzyć. Nikogo przed nimi nie było. Zauważyłam jednak, że ktoś zostawił na wycieraczce kopertę zaadresowaną do mnie. Zabrałam ją i zamknęłam drzwi. Postanowiłam ją otworzyć w kuchni. Nalałam sobie soku pomarańczowego i otworzyłam kopertę. To co zobaczyłam przeraziło mnie:

Wyplułam sok, a moje oczy zrobiły się wielkie. Pomyślałam, że o to chodziło Leónowi, dlatego wczoraj chodził taki zamyślony i smutny. Schowałam zdjęcie do koperty i ruszyłam w stronę Studia. Gdy znalazłam się na miejscu podszedł do mnie León. Chciał się przytulić, ale odepchnęłam go.
-Co się stało kochanie?- spytał i popatrzył na mnie.
-Nie kochaniuj mi tu. Wiem już wszystko.- podałam mu kopertę do ręki. Otworzył ją i wyjął z niej zdjęcie.
-To nie tak, jak myślisz, Violetto, pozwól mi to wszystko wytłumaczyć...- prosił.
-Dlatego wczoraj chodziłeś taki zamyślony? Powiedz prawdę.- złapałam go za ręce.
-Tak, nie chciałem, żebyś dowiedziała się w taki sposób... Nie wiedziałem, że ktoś robi nam zdjęcia. Ja naprawdę chciałem się od niej odsunąć, ale ona mnie mocno trzymała. Do niczego nie doszło! Przysięgam.- tłumaczył się.
-Wierzę ci.- przybliżyłam się i pocałowałam go. Nie spodziewał się tego. Odsunęliśmy się od siebie.
-A to za co?- spytał.
-Za to, że powiedziałeś mi prawdę. Nie uwierzyłam w to zdjęcie, za bardzo cię kocham, żeby martwić się świstkiem kartki. Tylko następnym razem nie ukrywaj prawdy, dobrze?- uśmiechnęłam się do niego.
-Jasne.- odsłonił rządek swoich białych zębów. Objął mnie swoim ramieniem i ruszyliśmy do sali, w której czekał już na nas Antonio z Gregoriem i jakimś nieznanym mi panem. Stanęliśmy na miejscach i odezwał się Gregorio:
-Powitajcie pana Marotti, szefa Y-Mix. Zostanie z nami do końca show. Już dziś po południu odbędą się przesłuchania. To do roboty, szykujcie się!- wyszli z sali, a my zostaliśmy sami.
-Jako, że śpiewamy MOJĄ piosenkę, to ją zaśpiewam dla przykładu.- podkreśliła słowo moją i weszła na scenę po czym zaśpiewała "Destinada A Brillar".
Wszyscy mieli dosyć tej piosenki i jej równie wstrętnej autorki. Po skończeniu zeszła z uśmiechem ze sceny, a my zaczęliśmy przygotowania. Po około godzinie zaczęły się przesłuchania. W jury znajdowali się: Marotti, Gregorio, Pablo i Beto. Jako pierwsza do sali została zawołana Naty.
-Powodzenia! Chyba.- powiedziała Ludmiła. Drugie słowo powiedziała po cichu, żeby nie słyszała. Co za żmija. Po 5 minutach Naty wyszła zadowolona.
-Jak ci poszło?- spytałam
-Myślę, że dobrze. Powiedzieli, że było całkiem spoko.- odpowiedziała dziewczyna. Następna w kolejce znajdowała się Ludmiła.
-Połamania nóg!- krzyknęła Camila.
-Dziękuję!
-Ale na serio.- odpowiedziała Cam. Razem z Leónem zaczęłam się śmiać. Nasza "gwiazdka" odeszła skwaszona do sali.
-Mam nadzieję, że przegra.- powiedział Maxi.
-Poczekajmy, potem się będziemy cieszyć.- Naty uśmiechnęła się do niego.
Francesca
Ja...- nie dokończył, tylko mnie pocałował. Poczułam, jak przez moje ciało przechodzą iskierki. Kiedy oderwał się ode mnie, powiedział:
-Francesco, ty też mi się podobasz od momentu,kiedy wszedłem do Studia. Chciałem coś zrobić, ale nie wiedziałem co. Teraz jest ten moment, żeby...- przerwał.
-Żeby co?- spytałam.
-Żeby spytać, cię czy zostaniesz moją dziewczyną.- zszokował mnie tym. Stałam jak wryta.
-Halo, Fran?- pomachał mi ręką przed oczami.
-To znaczy... TAK!- wydarłam się i przytuliłam mocno Marco. Weszliśmy do Studia trzymając się za ręce. Znajomi patrzyli się na nas.
-Czekajcie, wy...- powiedział Andres. Głupio się pyta, przecież wszystko widział.
-Tak, jesteśmy razem.- przytuliłam mojego chłopaka. Jak to ślicznie brzmi.
-Teraz jest Ludmiła, potem wchodzisz ty na przesłuchanie.- powiedziała Violetta.
León
Po Francesce przyszła kolej na Violettę.
-Dasz powalający występ. Trzymamy kciuki.- ucałowałem ją w policzek. Po kilku minutach wróciła do mnie i powiedziała:
-Teraz twoja kolej.- zaśmiała się. Co w tym śmiesznego? Po prostu bez zbędnych pytań wszedłem do sali i zaśpiewałem. Po pół godzinie wszyscy byli już po przesłuchaniach. Antonio zebrał nas w sali i ogłosił, kto przechodzi dalej.
-Oto wyniki. Do następnego etapu przechodzą: Ludmiła, León, Violetta, Naty, Federico, Tomas, Diego i...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ciekawi was, kto jako ostatni przechodzi do następnego etapu? Dowiecie się tego w kolejnym rozdziale Wiem, wredna jestem
~Leonetta
 

 
Lara
Nie mogę patrzeć na tą całą Violettę. Niby jest taka bezbronna, ale ja wiem, że to tylko przykrywka, by chodzić z Leónem. Tak, strasznie mi się podoba, kiedyś prawie byliśmy razem, a teraz mam okazję, żeby się do niego zbliżyć. I nie chcę być PRAWIE jego dziewczyną, bo będę NA PEWNO. Trzeba tylko wyeliminować Violettę, co się łatwo zrobi. Jedna chwila nieuwagi z jej strony i Leośka i już po niej. Tak, to ja dałam jej ten liścik i sprawiłam, że zemdlała. Tym razem posunę się dalej. I chyba wiem kto mi w tym pomoże... Podeszłam do chłopaka.
-Hej Diego, mam dla ciebie pewną propozycję...
-Ciekawi mnie o co chodzi, więc gadaj.
W kilka minut wytłumaczyłam jemu na czym polega plan. Chłopak zgodził się bez wahania i podszedł ze mną do Ludmiły.
-Ludmiła, mamy dla ciebie pewną ofertę nie do odrzucenia. Chodzi o wyeliminowanie Violetty. Wchodzisz w to?- spytałam.
-Sorry, nie mam czasu. Sami sobie wyeliminujcie Violkę, może później dołączę. Niestety, mam umówionego fryzjera, a jutro kosmetyczkę, w środę idziemy z mamą do spa...
-Czaję. Zadzwoń jak zmienisz zdanie.- podałam Ludmile karteczkę z moim numerem i odeszłam.
Francesca
Rozmawiając z przyjaciółmi zerkałam ciągle na Marco. Chłopak był czymś wyraźnie zestresowany. Nie wiedziałam, czy mam podejść, ale teraz albo nigdy. Po chwili znalazłam się obok niego.
-Hej...- powiedziałam, ale mi przerwał.
-Możemy się przejść?- spytał. Zgodziłam się. Wyszliśmy przed szkołę i szliśmy w stronę parku.
-Marco, mogę się ciebie coś spytać?
-Jasne, co tylko chcesz.
-Chodzi o to, że... pamiętasz dzień, kiedy przyszedłeś do Studio? Już wtedy zakochałam się w tobie. Wtedy w parku kiedy cię pocałowałam, poczułam jakieś iskierki i miałam nadzieję, że ty też je poczujesz. Miałam nadzieję, że ty coś powiesz, zrobisz, nie wiem co jeszcze ale to się nie stało. Po prostu odszedłeś do domu i zostawiłeś mnie samą. Przepraszam, ale muszę już iść.- chciałam odejść, ale Marco złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
-Fran, ja...
León
Na przerwie Violetta poszła z Camilą do Resto. Ja niestety nie mogłem z nią iść, bo musiałem zostać w Studiu. Stałem obok szafki i w niej grzebałem. Nagle ktoś położył rękę na moim ramieniu. Odwróciłem się. Nie była to Violetta.
- Cześć kotku.- powiedziała dziewczyna.
-Czego tutaj szukasz?! Odejdź.- odepchnąłem ją.
-Ja? Szukam pracy dorywczej, nowych ubrań, chłopaka takiego jak ty...- przybliżyła się.
-Odwal się ode mnie!- wyrwałem się z jej objęć i pobiegłem do Resto. Chwilę później znalazłem się w knajpie.
-Mogę się dosiąść?- spytałem Violi i Camili.
-Jasne! Siadaj.- uprzedziła mnie Camila.
-Co się stało? Jesteś przygnębiony.- spytała Violetta.
-Nic, nic... po prostu... zgubiłem klucze.- skłamałem, ale nie chciałem, żeby Violetta się dowiedziała. Byłaby zła.
-Nie martw się, potem ich poszukamy.- powiedziała Viola.
-Dobrze, dziękuję.- uśmiechnąłem się. Na chwilę zapomniałem o tej całej sprawie. Niestety musieliśmy wrócić do szkoły.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że krótki, ale nie mam pomysła :< Urwałam w najlepszym momencie Marcesci, poczekacie sobie
Już w kolejnych rozdziałach:
Co powie Francesce Marco? Jak potoczy się ich relacja?
Kim jest tajemnicza dziewczyna, która podrywa Leóna?
Czy dojdzie do rozstania Leonetty?
Czy Larze uda się rozwalić ich związek?
To i wiele więcej znajdziecie w następnym rozdziale, pojawi się on dzisiaj.
~Leonetta
 

 
Violetta
*poniedziałek, Studio21*
Weszłam z Leónem do Studia. Powiedział, że nie opuści mnie nawet na krok, bo boi się, że ponownie coś mi się stanie. Otoczył mnie wianuszek dziewczyn, a chwilę później dołączyli chłopcy. Wszyscy wypytywali się o mnie, pewnie León im powiedział, co ostatnio zaszło. Znaczy, prawie wszyscy. Ludmiła nie była tym zainteresowana i piłowała sobie paznokcie z daleka od nas, Lara opierała ścianę i uśmiechała się kierując wzrok w moją stronę, a Diego stał lekko na uboczu patrząc na mnie. Spuściłam głowę i powiedziałam wszystkim co się stało, ale bez szczegółów. Denerwowały mnie ślepia wszystkich skierowane na mnie. Wtem zadzwonił dzwonek i wszyscy uczniowie skierowali się w stronę sali teatralnej. Nauczycieli jeszcze nie było więc mieliśmy chwile czasu dla siebie. Lara wbiła swój wzrok we mnie, co mnie speszyło. Wyglądała jakby chciała mnie zabić czy coś w tym stylu. Wtuliłam się mocno do Leóna. Był lekko zaskoczony, ale objął mnie swoim ramieniem. Chwilę później do sali weszli nauczyciele.
-Dzieciaki, dyrektor Studia Gregorio zarządził, że w naszej szkole odbędzie się internetowe show "Y-Mix". Będzie nosiło ono nazwę Talenty21 i uczestniczyć mogą w nim wszystkie osoby. W czasie przesłuchań przejdzie osiem osób, a do następnego etapu przejdzie tylko czwórka. Dalej zostanie dwójka i z niej wyłonimy zwycięzce. Osoba wygrana otrzyma szansę na sławę, wydanie płyty i nagranie profesjonalnego teledysku. Dzisiaj zaczynamy zapisy, a od jutra castingi. Jako, że jest to puszczane w internecie, w całej szkole zostaną zamontowane kamery, a ten cały "mózg operacyjny" programu będzie się znajdował w pokoju nauczycielskim.- wszyscy uczniowie popatrzyli się na siebie zdziwionym wzrokiem a potem pytającym na Antonia.
-Wiem, że pomysł może wydawać się lekko szalony, ale nie martwcie się, razem z resztą nauczycieli dopilnujemy, aby wszystko było pod kontrolą.- powiedział Pablo. Chwilę później nauczyciele, oprócz Pabla wyszli z sali. Zaczął więc prowadzić nietypową lekcję.
-Dobrze. Ponieważ wiecie już na czym polega to całe show, możecie już od teraz zapisywać się. W korytarzu czekają stoliki z kartami do wypełnienia. Oddajcie je proszę temu panu, co siedzi obok.- wskazał na jednego z nich. -To ja nie przeszkadzam, możecie się zapisywać.- wyszedł z sali, a my zostaliśmy sami. Każdy z nas ruszył w stronę stolików z kartami, byłam pierwsza i gdy miałam brać kartę zgłoszeniową, przerwała mi Ludmiła.
-Odsuń się! Beztalencia nie mają prawa stać pierwsze w kolejce.- odepchnęła mnie, a sama stanęła na moim miejscu. Zabrała kartę i posłała mi ten swój ironiczny uśmieszek. Jak ja nienawidzę tej baby! Wzięłam kartę i uważnie przeczytałam. León i reszta zrobili to samo.
-Co?! Nie, to niemożliwe...- zająknęłam się.
-Czy ja mam omamy, czy musimy śpiewać piosenkę Ludmiły?!- krzyknął Andres.
-Nie, to prawda. Ale ja nie potrafię zaśpiewać piosenki tej żmii.- powiedziała zła Camila.
-Śpiewacie moją piosenkę, bo wiadomo, że to ja wygram. A poza tym nauczyciele najbardziej cenią sobie mój talent, więc wiecie... Bay!- odeszła machając tymi swoimi blond kudłami. Wściekłam się i chciałam jej przywalić, ale León mnie powstrzymał. Jak dobrze, że jest przy mnie, bo inaczej pewnie bym już za swoje czyny siedziała w więzieniu. Wtuliłam się w niego. Lara patrzyła na nas z zazdrością. Niech sobie znajdzie inny obiekt westchnień, a nie mojego chłopaka. Odeszliśmy z przyjaciółmi trochę na bok i zaczęliśmy rozmawiać o pomyśle z tym show.
*tymczasem, pok,oj nauczycielski*
-To niedorzeczne! Zniosłem pomysł na program, kamery i inne maszyny, ale ta piosenka? Ona wyraża samo-uwielbienie! "Destinada A Brillar" to moim skromnym zdaniem... najgorszy pomysł jaki ci przyszedł Gregorio!- powiedział dosyć głośnym tonem Antonio.
-Jednak Ludmiła jest najbardziej utalentowaną uczennicą naszej szkoły, więc dlatego wybrałem jej piosenkę.- oznajmił Gregorio.
-Ale są inni utalentowani uczniowie, na przykład Violetta, León, Federico...-powiedziała Angie.
-Tomas, na przykład.- wtrącił Beto.
-Jest tyle propozycji a ty wybierasz akurat tą?- Antonio wyszedł z pokoju nauczycielskiego.
-Czego się można było spodziewać po rządach Gregoria...- powiedział cicho Pablo tak, że usłyszeli o Angie i Beto. Zaśmiali się cicho, a Gregorio nie miał pojęcia z czego. Wyszedł drzwiami i trzasnął tak, że kubek Beto, który trzymał spadł i rozlał całą kawę na dywan.
-----------------------------
Mam niskosamoocenę. TAK BYWA. Jadę z sistrą na Hobbita JUż nie długo. Zaraz kolejny.
~Leonetta
 

 
Violetta
"Obudziły mnie promienie słońca. Spojrzałam na zegarek. Wybiła 7:15. Ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy i po cichutku zeszłam na dół tak, aby nikogo nie zbudzić. Kiedy weszłam do kuchni, spojrzałam odruchowo na drzwi. Coś w krzakach się poruszyło. Na blacie stołu ujrzałam kartkę. Wzięłam do ręki i przeczytałam.
"Zostaw Leóna w spokoju, bo inaczej załatwię tą sprawę."
Kto mógł zostawić mi taki liścik? Schowałam go do kieszeni. Posmarowałam sobie chleb dżemem i wypiłam sok pomarańczowy. Minęło już pół godziny od tej sprawy z kartką, ale zapomniałam o niej. Około godziny 90 dostałam smsa od Leóna, że przygotował dla mnie niespodziankę i przyjdzie po mnie o 120. Poszłam się przyszykować. Wybrałam czerwone krwiste spodnie i białą bluzkę z nitami. Na nogi ubrałam niskie, czarne koturny i parę dodatków. Włosy rozpuściłam swobodnie, aby ułożyły się w fale. Akurat była 11:59, jest minuta przed czasem. Ktoś zadzwonił do drzwi. Olga krzyknęła tylko:
-Violu, Romeo do ciebie!
Zabrałam torebeczkę i zeszłam powoli na dół. Moim oczom ukazał się León. Ale nie taki zwykły. Zabójczo przystojny León. Czyli, że nie tylko ja się wystroiłam. Ucałował mnie w rękę i wręczył różę. Zarumieniłam się. Jaki on romantyczny. Nie znałam jeszcze od tej strony Leóna. Wyszliśmy przed dom i skierowaliśmy się w stronę motoru. Jak zwykle, chłopak musiał pomóc mi zakładać kask. Czemu ja nie mogę się tego nauczyć? Wsiedliśmy na motor, a ja mocno objęłam go w pasie. Ruszyliśmy przed siebie. Próbowałam wyciągnąć od niego jakieś informacje, ale on był nieugięty i nie odezwał się słowem, poza "Kochanie, jeszcze chwilkę". Dotarliśmy na miejsce. Okazało się, że Leoś zabrał mnie do restauracji na obiad. Cały budynek był czerwony, a na tabliczce widniała róża. Weszliśmy do pomieszczenia, w którym grała romantyczna muzyka. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i zamówiliśmy jakieś danie. Po posiłku León poprosił mnie do tańca. Ujął moją dłoń i wstałam z miejsca. Na parkiecie tańczyło kilka par, ale ja czułam, jakbyśmy z Leónem byli sami. W tle leciała romantyczna, wolna muzyka. Oparłam się na jego ramieniu i w takiej pozycji tańczyłam. Po 2 godzinach postanowiliśmy wyjść i się przejść w jeszcze jedno miejsce. Wsiedliśmy na motor i ruszyliśmy.
-Violu, zapomniałbym! Poczekaj chwilę, dobrze?- uśmiechnął się León i zszedł z motoru. Zdjęłam kask, ponieważ było mi w nim gorąco i położyłam obok. Siedziałam tak i czekałam, gdy niespodziewanie ktoś położył mi rękę na ustach i dotknął nosa jakąś chusteczką. Momentalnie odpłynęłam i upadłam na ziemię. Usłyszałam tylko czyjeś kroki i film mi się urwał.
...
Szłam białymi schodami do góry, gdy nagle ktoś wypowiedział moje imię.
-Violetta.- odwróciłam się. To była... mama! Moja własna mama! Ale chwilunia, gdzie ja się znajduję? Czyżby w niebie? Umarłam? Tylko nie to! Ja jednak ciągle słyszałam głos, który wypowiadał moje imię.
-Violetta, Violetta, Violetta..."
...
-Violetta?- przebudziłam się.
-Mama? Jestem już w niebie?- spytałam.
-Nie, to ja León, i znajdujemy się w szpitalu.- dopiero teraz zdałam sobie sprawę, gdzie jestem. Chłopak siedział obok mnie z wyraźnie zaniepokojoną miną i trzymał mnie za rękę.
-Jak ja się tutaj znalazłam?- dotknęłam swojej głowy. Mocno mnie bolała.
-Znalazłem cię leżącą na ziemi obok motoru. Zemdlałaś?- spytał zatroskany.
-Chyba tak. Tylko że nic nie pamiętam.- odpowiedziałam już spokojna.
-Rozumiem. Zadzwoniłem po twojego tatę, za chwilę tu będzie. Jak ci się polepszy, to zadzwoń.- uśmiechnął się szczerze, wstał i wyszedł z pokoju. Chwilę później wszedł do niego tata.
-Jak się czujesz córeczko?- martwił się o mnie.
-Dobrze, ale mocno mnie głowa boli.
-Jeżeli czujesz się już dobrze, to spytam lekarza kiedy mogą cię wypisać.- w tej chwili lekarz wszedł do mojej sali i uprzedzając pytanie mojego taty powiedział:
-Panno Castillo, zrobiliśmy badania, i wynika z nich, że wszystko jest w porządku. Proszę tylko się nie przemęczać, bo jest pani osłabiona i proszę zażywać tabletek na ból głowy. Wypisujemy panią już dziś.- powiedział po czym wyszedł z sali. Zabrałam swoje rzeczy i skierowałam się z tatą w stronę wyjścia. Zauważyłam, że na mojej białej bluzce pojawiła się czerwona jak spodnie plama krwi. Będę musiała to sprać. Wsiedliśmy do auta. Droga ze szpitala do domu trwała niecałe 10 minut. Po krótkim przejechanym dystansie wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do domu. Czekała na mnie Olga.
-Słoneczko ty moje, kruszynko nic ci nie jest? Opowiadaj.- martwiła się.
-Olga nie zadawaj pytań Violi, jest osłabiona i źle się czuje.- powiedział tata.
-Przyniosę ci zaraz do pokoju coś do jedzenia.- powiedziała Olga i poszła do kuchni.
Do domu weszła Angie i przytuliła mnie delikatnie. Nie zamęczała tak jak reszta domowników. Ruszyłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóźku i zadzwoniłam do Leóna. Odebrał po 2 sygnałach.
-Hej Violu, jak się czujesz?- zapytał z nutką zmartwienia.
-Już wszystko dobrze. León, mógłbyś do mnie przyjść? Chciałabym z tobą pogadać.
-Dobrze, za chwilę będę.- rozłączył się. 5 minut później ktoś zapukał lekko do drzwi mojego pokoju.
-Mogę wejść?- to był León. Usiadł obok mnie i przytulił.
-Vilu, o czym chciałaś porozmawiać?
-Miałam w szpitalu taki sen, że dostałam karteczkę z groźbą i byliśmy na randce, potem zdjęłam kask i ktoś przyłożył mi rękę do ust i chustkę do nosa. Upadłam. Potem byłam w niebie i zobaczyłam własną mamę...- opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami.

-Ale Violu... To wszystko była prawda... Oprócz tego, że umarłaś.- złapał mnie i powiedział zdziwiony.
-Ale przysięgam, że mi się to śniło! Naprawdę!- krzyknęłam. Olga akurat weszła i położyła tylko ciasteczka i sok pomarańczowy. Natychmiast wyszła.
-Rozumiem. Masz może tę karteczkę?- spytał León.
-Zaraz sprawdzę. Poczekaj... Jeżeli to nie był sen, to powinna być gdzieś... tu.- wyciągnęłam ją z ubrań leżących w kącie. Podałam ją Leónowi. Przeczytał ją.
-Od kogo ją dostałaś?- spytał.
-Nie wiem, ale domyślam się, że ta osoba cię bardzo lubi...- posmutniałam. León złapał moją twarz i powiedział:

-Wiesz, że kocham ciebie najmocniej na świecie. Jesteś moim całym światem i jakaś głupia dziewczyna nie zaszkodzi naszemu związku.- pocałował mnie.
-Dziękuję, że podniosłeś mnie na duchu. Kocham cię.- powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Może coś zaśpiewamy? Na poprawę humoru mojej księżniczce.- uśmiechnął się, a ja się zarumieniłam. Lubię, kiedy tak do mnie mówi. Zaśpiewaliśmy "Voy Por Ti".


Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti (...)
Od razu zrobiło mi się lżej na duchu. León zawsze mnie zrozumie. Pomaga mi w kłopotach i kocha mnie najmocniej jak może. Jak ja mu się odwdzięczę? Niestety przerwał nam telefon mojego chłopaka . Dostał wiadomość.
-Muszę iść do domu. Do zobaczenia.- ucałował mnie w policzek i wyszedł.
Położyłam się na łóżku i całą historię opisałam w pamiętniku. Jak ja mogłam nie pamiętać tego, co się stało parę godzin temu? Czemu mi się to przyśniło? Tyle pytań pozostanie bez odpowiedzi. Przebrałam bluzkę, ponieważ była na niej krew. Skąd ona się tam wzięła? Wypiłam sok, który dała mi Olga i położyłam się spać. Byłam padnięta jak nigdy.
-----------------------------------------
Mi się podoba... Tylko Leonetta
~Leonetta
 

 
*następny dzień, sobota*
Angie
Wstałam jak co dzień wcześnie. Do pracy wstaję zazwyczaj o 70, więc się już przyzwyczaiłam. Poszłam do łazienki wziąć odświeżający prysznic. Byłam już w kabinie i oblewałam swoje ciało letnią wodą. Wyszłam spod prysznica i okazało się, że zapomniałam ubrań. Wzięłam więc ręcznik i owinęłam się nim. Po cichu wyszłam z łazienki i przemknęłam się obok pokoi tak, aby nikt mnie nie zauważył. Niestety, German szedł w moim kierunku i mnie zobaczył. Spłonęłam. Stoję na środku korytarza w samym ręczniku i mokrych włosach, z których strużkiem cieknie mi woda, a mój szwagier się na mnie gapi.
-Yyy, przepraszam, zapomniałam ubrań...- poszłam do pokoju i tam się przebrałam. Odłożyłam ręczniki do łazienki, kiedy z pokoju wychodziła Viola.
-Witaj Violu, jak się spało?- uśmiechnęłam się.
-Dobrze.- ziewnęła. -Mogę skorzystać z łazienki czy jeszcze siedzisz?- zapytała trzymając w ręku swój pamiętnik. Przetarła oczy i popatrzyła na mnie.
-Daj mi jeszcze 10 minut, dobrze? Muszę podsuszyć włosy.- powiedziałam i podsuszyłam włosy suszarką. Zostało jeszcze trochę wilgotnych pasm, ale pozwoliłam im swobodnie się wysuszyć. Później udałam się do swojego pokoju, aby uporządkować parę dokumentów związanych ze Studiem. Ponoć Gregorio, dyrektor Studia zarządził, że w naszej szkole odbędzie się internetowe show o nazwie Y-Mix. Nie jestem przekonana, czy to dobry pomysł, również uważa tak Pablo i Antonio, ale Beto sądzi, że może to być dobra zabawa. Po godzinie Olga zawołała wszystkich na śniadanie. Zeszłam po schodach za Violettą i usiedliśmy do stołu. Germana jeszcze nie było. A gdzie dalej podziewa się Jade i Matias? Nie ma ich dobre kilka dni, a ja dopiero się zorientowałam. Do stołu doszedł German i usiadł na swoim miejscu. Zapytałam się o jego narzeczoną i jej brata:
-German, ciekawi mnie dlaczego nie ma od kilku dni Jade i Matiasa.- powiedziałam.
-Jade i Matias zostali aresztowani.- powiedział prosto z mostu, a jego mina zrzedła. Nie chciał o tym rozmawiać. Nie dziwię się. Jego narzeczona siedzi w więzieniu razem z bratem za nie wiadomo co. Nie chciałam się wtrącać dlatego milczałam. Olga podała nam jedzenie, a Ramallo wyszedł z kuchni i zasiadł do stołu. Posiłek zjedliśmy w ciszy. Gdy skończyłam, rzekłam:
-To ja już pójdę, mam trochę pracy w papierach.- ruszyłam w stronę schodów nie patrząc na szwagra. Wstydziłam się trochę tego, że zobaczył mnie pół nagą. On także wstał od stołu i ruszył w kierunku biura.
German
Kiedy byłem w biurze nie mogłem usiedzieć w miejscu. Zastanawiałem się nad sensem mojego związku z Jade. Chyba nie kocham jej naprawdę. Na dodatek siedzi teraz w więzieniu z bratem za jakieś nielegalne interesy. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyłem? Jest jeszcze sprawa Angie. Wiem, że jestem jej szwagrem, ale jest coś co mnie w niej pociąga. Na dodatek widziałem ją dzisiaj w samym ręczniku. Wyglądała pięknie. Wiem, że wstydziła się tego, ale mi to wcale nie przeszkadzało. Poza tym na śniadaniu unikała kontaktu wzrokowego. Czyżby coś do mnie czuła? Usiadłem na fotelu i rozmyślając o tym porządkowałem papiery i finanse mojej firmy.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że krótki i tylko Gergie. Zaraz next. Żałoba.
~Leonetta
 

 
León
Chciałem odprowadzić Violettę do domu, ale ona nie chciała jeszcze wracać. Szliśmy przed siebie, gdy zobaczyliśmy wesołe miasteczko. Dlaczego nikt mi nie powiedział, że u mnie w mieście stoi wesołe miasteczko?!
-Violu, proszę chodźmy do wesołego miasteczka proszę.- błagałem ją niemalże na kolanach.
-No dobra, chodźmy skoro nalegasz.- złapała mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę kolejki z autami.
Violetta
-Pojeździmy razem dobra? Bo ja się lekko boję sam... No wiesz jest ryzyko, że stuknę się z innym samochodem i będzie problem. A co jak z tego wypadnę? Nie pomyślałaś o tym?- zachowywał się jak małe dziecko.
-Sam zaproponowałeś auta ty mój chojraku- szturchnęłam go w ramię.
-Ej!- odkrzyknął tylko i popatrzył w drugą stronę. -Vilu patrz! Tutaj jest pociąg! Chcę tym pojeździć, błagam, zgódź się.- popatrzyłam na niego zdziwionym wzrokiem i dodałam:
-Ale León, tam jeżdżą tylko przedszkolaki w wieku 6 lat! I do tego na tym pociągu widnieje rysunek Kubusia Puchatka i Prosiaczka... Z kim ja się zadaje...- to ostatnie zdanie wypowiedziałam cicho, ale León i tak je usłyszał.
-Ze mną oczywiście.- poruszał tak dziwnie brwiami co wprawiło mnie w niekontrolowany śmiech. Chłopak pociągnął mnie do kasy na tą kolejkę. Kiedy przyszła nasza kolej na kupienie biletu, powiedziałam tylko:
-León, ja tu poczekam a ty sobie pojedź.- popatrzył na mnie smutny.
-Szkoda, ale twoja strata. Poproszę jeden bilet na ten pociąg.- kasjerka popatrzyła na niego jak na jakiegoś wariatę, a ja odwróciłam wzrok. Kiedy usłyszałam komunikat, że kolejka odjeżdża odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam, jak León w kuckach siedzi na jednym z siedzeń i macha do mnie. Strzeliłam takiego face palma, że facet za mną zaczął się śmiać. Co za dzieciak z tego mojego chłopaka. W tle leciała muzyczka, którą ciągle śpiewał León:
"Sialala sialala sialala, mydełko Faaa..." Chyba zapiszę go do przedszkola, albo jeszcze lepiej, do żłobka. Jak widać zdążył zakolegować się z innymi dziećmi.
-Hej, León jestem, a ty?- wyciągnął rękę do jakiegoś dziecka. Ono się rozpłakało i wołało mamę. Jego mina- bezcenna. Pstryknęłam mu parę zdjęć na pamiątkę i akurat jazda się skończyła. León wysiadł i zaczął opowiadać emocje, które nim targały kiedy siedział w tamtym wagonie.
-Nawet nie wiesz, jak było fajnie, żałuj.- wystawił mi język.
-Dobrze, mój chłopczyku, może pójdziemy na coś bardziej "dorosłego"?- potargałam mu palcami włosy.
-Ale najpierw kupię mojej dziewczynce watę, może być?- uśmiechnął się. Przy budce z watą, wybrałam małą truskawkową, a León wziął... dwie duże waty.
-Czy ty oszalałeś? Zjesz to sam?- spytałam z niedowierzaniem.
-Wątpisz we mnie? Zjem te dwie waty szybciej niż ty tą jedną małą.- prychnął i zabrał się do jedzenia. Rzeczywiście, zjadł przede mną. Jak on to zrobił?! Potem wybraliśmy się na diabelski młyn. Kiedy ruszyliśmy, chłopak zbladł.
-Niedobrze mi.- powiedział cały zielony na twarzy.
-Nie moja wina, że obżarłeś się tymi dwoma mega watami, teraz sobie pocierp.- zaśmiałam się szyderczo. -Tylko nie wypawiuj mi go na mnie, ok?
-Spróbuję, w co wątpię...- bąknął i zatkał usta. Po 10 minutach kręcenia się w kółko zeszliśmy z diabelskiego młyna. Kręciło mi się w głowie.
-León, kręci mi się w głowie, a tobie?
-A co ja mam powiedzieć? Wiesz, że...- nie dokończył, bo pobiegł do toalety. Wrócił 5 minut później.
-Już lepiej dzieciakowi? No powiedz no.- potargałam jego włosy. Wiedziałam jak go to wkurza i co 5 sekund poprawiał fryzurę.
-Przestań! Wracajmy może już do domu, ok?- zapytał. Wyszliśmy z wesołego miasteczka i skierowaliśmy się w stronę jego domu. Przy drzwiach spytał:
-Przejedziemy się może motorem? Proszę- spojrzał na mnie swoim błagalnym wzrokiem.
-Niech ci będzie, ale ostatni raz, za dużo emocji jak na jeden dzień- zaśmiałam się głośno i poszliśmy w stronę garażu. León pomógł założyć mi kask i usiąść na maszynie. Po chwili ruszyliśmy. Objęłam go mocno w pasie, żeby nie spaść. Po 20 minutach przejażdżki odwiózł mnie do domu.
-Podobał się dzisiejszy dzień?- spytał.
-No jasne. Do zobaczenia!
-Tylko tyle?- spytał ponownie ruszając tak śmiesznie brwiami. Pocałowałam go w usta. Hm... czuję się jak księżniczka. On jest moim księciem na białym koniu... Tyle, że rolę konia odgrywa tu motor. Mój książe odjechał, a ja wróciłam do domu i położyłam się na łóżko.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podoba się? Cały o Leonettcie. Ach, ten dziecinny Leoś ^^ Dzisiaj więcej niż 3 rozdziały.
~Leonetta
 

 
Francesca
Jest już 130, a Marco nie napisał. Strzeliłam wielkiego focha na niego, gdy telefon zadzwonił do mnie.
-Hej Fran. Francesca?- nie odezwałam się słowem. Chyba się od-focham.
-Jestem. Co cię podkusiło, żeby zadzwonić do mnie hę?- spytałam zaciekawiona.
-Możesz się ze mną spotkać? Za 5 minut będę pod twoim domem.
-Ale ja jeszcze nie wyraziłam zgody- odpowiedziałam.
-I tak wiem że się zgodzisz. To jak?- spytał niepewnie nie znając mojej odpowiedzi.
-No nie wiem... dobra przecież wiesz, że tak! Czekam na ciebie.- rozłączyłam się i zeszłam na dół. Chwilę później pojawił się mój "adorator"
-Tak szybko? Myślałem, że zajmie ci to przynajmniej pół godziny.- podrapał się po głowie i roześmiał.
-Co się śmiejesz, bezczelny!- krzyknęłam zła. Jednak tak mnie rozśmieszył, że nie mogłam kontrolować swojego śmiechu.
-Chodźmy już, bo zaraz się ściemni i nie spędzimy razem czasu.- wyszliśmy z domu i poszliśmy przed siebie. Marco opowiedział mi o sobie. Gdzie mieszkał wcześniej. Okazało się, że także jest włochem! Nie ma rodzeństwa i mieszka tylko z mamą. Tata został we Włoszech aby pilnować interesów. Mamy podobne zainteresowania. On lubi śpiewać i tańczyć tak samo jak ja, gra na gitarze i pisze piosenki. Szliśmy tak i rozmawialiśmy, gdy chłopak zauważył budkę z lodami.
-Mogę kupić sobie loda? Proszę proszę proszę.- błagał mnie jakby to było Bóg wie co.
-No to chodźmy. Ale mi też kupisz loda- zaśmiałam się. Ruszyliśmy w tamtym kierunku. Ja wybrałam cytrynowego loda, a on czekoladowego.
-Mniam, jakie pyszne te lody. Tak sie cieszę, że jem lody! Lody, lody dla ochłody...- zachowuje się jak 7-letnie dziecko. Przepraszam, 7-letnie dziecko jest bardziej dojrzałe od niego.
-Mogę spróbować twojego?- spytał i spróbował. Ten to ma tupet, pyta się i nie czeka na odpowiedź!
-W takim razie ja spróbuję twojego- uśmiechnęłam się i spróbowałam jego czekoladowego.
-Ble! Twój jest kwaśny. Nie lubię tego smaku.- wypluł go. Skoro mu nie smakował, to po co próbował?!
-Poczekaj, masz czekoladę obok wargi- wskazał miejsce.
-Tutaj?- spytałam, jednak on musiał nakierować mnie własną ręką. Dotknął mojej wargi kciukiem i spojrzał w oczy. Nie mogłam się oprzeć. Byliśmy tak blisko siebie. Pocałowałam go delikatnie. Jego usta aktualnie smakowały jak czekolada. Oderwaliśmy się od siebie.
-Przepraszam, jakoś tak wyszło...- speszyłam się i odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Nic się nie stało, mnie się podobało...- ujął moją twarz w swoje ręce. Byłam czerwona jak burak. Przytulił mnie. Co mam zrobić? Pocałowałam go, jemu się podobało, ale nic więcej. Po chwili dostał smsa.
-Mama chce, żebym wrócił już do domu. Do zobaczenia.- podał mi rękę i uśmiechnął się.

Kiedy odszedł poczułam, że muszę z kimś porozmawiać. Ruszyłam w stronę domu Camili.
Camila
Siedziałam na kanapie ubrana w jakiś stary dres. Oglądałam jakiś beznadziejny serial, który nawet nie wiem o czym był i jaki ma tytuł. Jadłam pyszne tosty z szynką i serem gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Nie spodziewałam się dzisiaj gości. Krzyknęłam tylko do mamy, która była na górze w pokoju:
-Ja otworzę mamo!- gdy podeszłam do drzwi w progu pojawiła się Francesca.
-Mogę wejść?- spytała i przekroczyła próg domu.
-Jasne.- zamknęłam drzwi i poprowadziłam ją na kanapę. nim na spacerze.
-Chcesz może coś do picia? Wody, soku, herbaty...- zaproponowałam.
-Nie dziękuję. Muszę z tobą pogadać. Chodzi o Marco...- na jego imię zareagowałam z uśmiechem.
-Czyżby coś się szykowało?- uniosłam brwi i lekko ją szturchnęłam. Ona jednak miała mieszane uczucia.
-Przed chwilą byłam z nim na spacerze i było cudownie, tylko że potem...- tu się zatrzymała.
-Co było potem? Wiesz, że jestem niecierpliwa- uśmiechnęłam się.
-Potem... pocałowałam go. Spodobało się mu, tylko że musiał już iść. Nie wiem co mam zrobić.- spuściła głowę. Starałam się ją pocieszyć.
-Porozmawiaj z nim. Może on czuje do ciebie to samo co ty do niego, tylko się tego wstydzi?- zaproponowałam.
-Ale chyba mi nie wypada pytać o takie rzeczy... On sam powinien to zaproponować.
-Dobrze się czujecie w swoim towarzystwie?- spytałam.
-No, tak. Jest miło i bez skrępowania...- odpowiedziała mi na pytanie.
-Jeśli rzeczywiście tak jest, to wyznaj mu to co czujesz! Wtedy nie będzie się tak wstydził i otworzy się. Zaufaj mi.- uśmiechnęłam się promiennie. Fran zrobiła to samo i przytuliła się do mnie.


-Dzięki za radę, jesteś cudowną przyjaciółką!- wstała i ruszyła w kierunku drzwi. Poszłam za nią ją odprowadzić i wróciłam na kanapę. Położyłam się i dalej oglądałam te wszystkie bzdury, które puszczali w telewizji.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto 15 rozdział. Jakoś tak szybko i miło pisze mi się jako Marcesca Jak się podoba? Dajcie mi znać Zraz next.
~Leonetta
Tu żałoba
 

 
Naty
Czy mi się zdaje czy ja się zakochałam? Kiedy Maxi na mnie patrzy, czuję się jak w siódmym niebie. Czuję, jak moje policzki stają się różowe. Niestety, jestem zbyt nieśmiałą osobą i nie potrafię okazywać uczuć. Siedziałam w Resto gdy nagle zauważyłam Maxiego. Wszedł do baru i rozglądnął się uważnie. Gdy mnie zauważył, podszedł do stolika. Chciałam się schować, ale w ostatnim momencie krzyknął moje imię.
-Naty! Mogę się dosiąść?- spytał i usiadł na krześle nie czekając na odpowiedź.
-T-tak, pewnie...- zająknęłam się. Przez chwilę trwała niezręczna cisza. Przerwał ją Luca, który spisywał nasze zamówienie.
-Co podać?
-Dwa koktajle pomarańczowe- uprzedził mnie Maxi. Gdy Luca odszedł zdobyłam się na bardziej odważny tekst.
-Skąd wiedziałeś, że lubię ten smak?- zrobiłam dziwną, skwaszoną minę, ale chłopak się nie przestraszył i nie zwrócił na nią w ogóle uwagi.
-Powiesz mi, czemu ostatnio byłaś smutna?- spytał z troską.
-Bo ten, no... Powiedziałam Ludmile, że nie będę jej koleżanką na posyłki.- spuściłam głowę. W tym momencie Maxi zrobił coś, czego się nie spodziewałam. Wstał z krzesła, klęknął obok mojego, złapał moją rękę i uścisnął ją. Popatrzył mi w oczy, co przyszło mu z trudem, ponieważ miałam opuszczoną głowę i powiedział:
-Nie martw się, dobrze zrobiłaś. Jeżeli chcesz to ja mogę zostać twoim nowym przyjacielem.
-N-n-naprawdę?- zająknęłam się i podniosłam głowę.


Na mojej twarzy wymalował się szeroki uśmiech.
-Naprawdę. I inni moi znajomi też.- kiedy tak patrzyliśmy sobie w oczy wyszła lekko dziwna sytuacja, wyglądało to tak, że on się jakby przybliżał do mnie.
-Gołąbeczki, oto wasze zamówienie.- położył tackę z napojami, a Maxi oddalił się ode mnie i usiadł naprzeciwko. W ciszy wypiliśmy soki i kiedy miałam już się zbierać przyjaciel zaproponował mi, że mnie odprowadzi. Zgodziłam się. W czasie drogi złapał mnie za rękę. Spaliłam takiego buraka, że jedna pani nawet pomyślała, że mam gorączkę czy coś.
Diego
Nie wierzę. Mój plan, znaczy mój i Ludmiły był taki prosty, a zarazem genialny. Tylko czemu do cholery nie wypalił?! Już widzę ich razem na ulicy jak trzymają się za rączki i przytulają się. Na mojej twarzy wymalowała się złość i co z tym idzie przyłożenia w twarz temu chłoptaśkowi. Podszedłem do nich powoli. León już wyglądał na złego i przyciągnął mocniej do siebie Violettę. Nie wiedziała dlaczego, lecz gdy mnie ujrzała także się zdenerwowała.
-Jakim prawem przychodzisz tutaj i zbliżasz się do mojej dziewczyny!- warknął do mnie León.
-Nie zabronisz mi tego, zresztą Viola może tego chce prawda kotku?- złapałem ją za rękę, ale ją wyszarpnęła.
-Zostaw mnie ty draniu! Nie dam wam się tak łatwo. Nie wierzę w te twoje gierki. Wynoś się!- krzyknęła tak głośno, że całe miasto pewnie ją usłyszało.
-Słyszałeś ją? Wynocha!- León był wściekły, a jego twarz robiła się czerwona ze złości. Podnosił rękę. Jezu, jaki on agresywny. Odszedłem i skierowałem się w stronę domu.
--------------------------------------------------------------
Przepraszam za tę przerwę ale.. *chlip* siostra mi zmarła
Odwdzięcze się. Dodam jeszcze z 3 rozdziały dzisiaj.
~Leonetta
 

 
Violetta
León przysunął się do mnie i chciał pocałować, ale odsunęłam go od siebie.
-Co jest?- spytał podnosząc brwi.
-Myślisz, że jak zaśpiewasz ze mną piosenkę i przytulisz to ci wybaczę? Myliłeś się.- zabrałam swoje ręce z jego ramion i odeszłam. Nie wiem co mam myśleć, chciał mnie przeprosić. Tylko czy ja tego chcę? Bardzo, ale to zbyt trudne. On mi nie ufa, a to podstawia związku. Wróciłam do domu. Usiadłam na krześle i wzięłam album ze zdjęciami. Oglądałam nasze wspólne zdjęcia.

"To zdjęcie było robione, kiedy klasą poszliśmy do teatru. Nie byliśmy jeszcze razem, tylko dobrymi przyjaciółmi"- pomyślałam.
"To było robione na imprezie dwa tygodnie temu"
"A to ostatnio, gdy byłam smutna i León mnie pocieszał śpiewając mi piosenkę. Byliśmy już parą"
-Chcę do niego wrócić co mnie podkusiło żeby powiedzieć takie głupstwo?- myślałam. -Ale on ci nie ufa, musi walczyć. Zamknęłam album i położyłam się na łóżku. Po 5 minutach dostałam smsa.
Spotkajmy się za pół godziny w Resto. Musimy porozmawiać. L.
Mam się z nim spotkać? Podeszłam do szafy wybrać ciuchy. Co ja założę? Nie powinno mi zależeć, ale przy Leónie zawsze się denerwuję i chcę się mu podobać nawet gdy nie jesteśmy razem. Czy to normalne? Wybrałam miętową bluzkę, granatowe rurki i małą torebeczkę. Minęło już 20 minut więc muszę się zbierać. Zeszłam na dół i powiedziałam tylko Wychodzę! I nie wiem kiedy wrócę. Chwilę później byłam w RestoBandzie. Nigdzie nie widziałam Leóna. Nigdy się nie spóźniał. Usiadłam przy jakimś stoliku i nagle usłyszałam jego głos. Zaraz! Czy on mówi do mikrofonu?!
-Zaśpiewam piosenkę dedykowaną oto tej dziewczynie- pokazał na mnie. Oczy wszystkich zgromadzonych powędrowały na mnie. Spuściłam głowę aby nie widzieli, że się wstydzę. Chłopak zaczął śpiewać "Podemos" dla mnie. Przez cały czas patrzył tylko na mnie i śpiewał tylko do mnie. Czułam jak z jego oczu bije miłość, uczucie którym mnie darzy. Kiedy skończył odłożył mikrofon, podszedł do mnie i ujął za rękę. Klęknął jakby chciał się mi oświadczyć. Byłam lekko zaskoczona.
-Violetto, bardzo cię kocham i nie chcę cię stracić. Zostaniesz ponownie moją dziewczyną?- spytał, a mi serce zaczęło bić mocniej i szybciej. Co odpowiedzieć? Mam już odpowiedź.
-León,ja... zostanę twoją dziewczyną.- wstał, objął mnie ramieniem i pocałowaliśmy się. Wszyscy zaczęli nam bić brawo. Co, oni nie mają własnego życia tylko naszym się interesują?
-Zgubiłaś coś.- założył mi łańcuszek, który zerwałam dwa dni temu. Potem wyszliśmy z baru mając za sobą setkę oczu, które po prostu gapiły się na nas i odprowadziły wzrokiem do drzwi.
León
Tak się cieszę, że mi wybaczyła. Już nigdy jej nie zostawię i będę jej ufać. Kocham ją całym sercem i tęsknię kiedy nie ma jej przy mnie. Wyszliśmy z baru, a inni ludzie nas obserwowali. Jestem szczęśliwy, że mam cały mój świat przy sobie.
-Obiecaj mi jedno León, że nigdy już mnie nie opuścisz i będziesz mi ufał- stanęła i powiedziała.
-Obiecuję.- ująłem jej twarz, dotknąłem jej polików kciukami i pocałowałem. Pocałunek był delikatny ale idealnie oddawał nasze uczucia. Kiedy skończyliśmy równocześnie powiedzieliśmy Kocham Cię. Objąłem ją ramieniem. Nie puszczę jej już nigdy.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i macie rozdział. Leonetta się pogodziła.Kocham was za to, że mnie czytacie
~Leonetta
 

 
Leon
*następnego dnia*
W Studiu nic ciekawego się nie działo. Praktycznie ćwiczyliśmy nasze piosenki na lekcję u Angie, bo nauczyciele mieli trochę zajęcia w papierach. Przypomniałem sobie, że zostawiłem nuty w w jednej z sal. Poszedłem po nie, lecz gdy miałem wychodzić usłyszałem z sali muzycznej rozmowę o mnie. To Violetta?
-Ja i León to zamknięty temat. Nic już do niego nie czuję, to przeszłość. Przepraszam cię Fran, ale muszę przećwiczyć piosenkę. Do zobaczenia.- skończyła rozmowę. Na prawdę o mnie zapomniała? Nic już do mnie nie czuje? Może ja też powinienem zapomnieć. Miałem już iść, gdy usłyszałem jej monolog:
-Nagadałaś jej samych głupot. Ale nie będzie się przynajmniej dopytywać. Przecież ja kocham Leóna całym sercem i nigdy bym o nim nie zapomniała. Nawet na końcu świata. A ten incydent z tego tygodnia... Czemu on mi nie wierzy? Nie zdradziłabym go.- po jej policzku poleciała łza. Wstała, podeszła do pianina i zaczęła śpiewać.
Tanto tiempo caminando junto a ti
Aun recuerdo el día en que te conocí
El amor en mi nació tu sonrisa me enseno
Tras las nubes siempre va a estar el sol
Te confieso que sin ti no se seguir.
Luz en el camino tu eres para mi.
Desde que mi alma te vio.
Tu dulzura me envolvió.
Si estoy contigo se detiene el reloj.
Lo sentimos los dos el corazón nos hablo
Y al oído suave nos susurro


Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Pues amor es lo que siento.
Eres todo para mi.

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Tu eres lo que necesito.
Pues lo que siento es

Amor

En tus ojos veo el mundo de calor.
En tus brazos descubrí yo el amor.
Vera en mi ella lo mismo?
Querrá el estar conmigo?
Dime que tu lates por mi también
Lo sentimos los dos el corazón nos hablo
Y al oído suave nos susurro

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Pues amor es lo que siento.
Eres todo para mi.

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Pues amor es lo que siento
Eres todo para mi


Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Tu eres lo que necesito.
Pues lo que siento es

Amor

Gdy skończyła usiadła na podeście i rozpłakała się. Zakryła twarz w dłoniach i płakała. Nie chciałem tego. Dlaczego jej nie uwierzyłem? Chciałem ją przytulić, pocieszyć. Ale nie mogę ot tak wejść do sali. Tęsknię za nią, za jej pocałunkami, za bliskością, za wszystkim co dawało mi kiedyś radość. Chciałem zobaczyć jej uśmiech, ale od paru dni chodziła przybita. Dlaczego? Kocham ją najbardziej na świecie i za żadne skarby nie chciałem aby płakała z mojego powodu, co się jednak stało. Przez cały czas o niej myślałem. Jak mogłem być taki głupi? Wyszedłem niezauważenie ze Studia i skierowałem się w stronę domu. Myśli przerwała mi Francesca.
-Chyba coś zgubiłeś.- powiedziała i dała mi naszyjnik, który dałem Violi na naszej randce.
-Skąd to masz?- zdziwiłem się. Trzymałem wisiorek w ręce i patrzyłem na niego.
-Znalazłam pod moim domem. Nie dziękuj.- odeszła. Schowałem naszyjnik do kieszeni i wróciłem do domu.
*2 dni później, lekcja Angie, sala teatralna*
Violetta
Stałam pod oknem w sali teatralnej. Czekaliśmy na Angie, bo dziś śpiewamy nasze piosenki. Podeszła do mnie Francesca.
-Widziałaś Leóna? Już drugi dzień go nie ma, a dziś śpiewamy.- powiedziała ze zmartwieniem.
-Nie i nie interesuje mnie to.- odwróciłam głowę, żeby nie widziała, że poleciały mi łzy. Martwię się.
-Dzieciaki, jestem.- powiedziała nauczycielka po wejściu do klasy. -Zaczynamy lekcję. Może na początek... Ludmiła?
-Oto najjaśniejsza gwiazda Ludmi zaśpiewa wam "Alcancemos las estrellas" .- kiedy skończyła śpiewać na scenę weszły inne osoby. Marco dedykował piosenkę Francesce, a ona mu. Potem przyszła kolej na mnie.
-Ponieważ León się nie zjawił Violetta zaśpiewa ostatnia. Proszę.- weszłam na scenę i wzięłam mikrofon. Zaczęłam śpiewać "Nuestro Camino".
-Dedykuję to osobie, którą kocham i tęsknię za nią.
Gdy zabrzmiały pierwsze słowa zamknęłam oczy, a z nich poleciały łzy.
Tanto tiempo caminando junto a ti
Aun recuerdo el día en que te conocí
El amor en mi nació tu sonrisa me enseno
Tras las nubes siempre va a estar el sol
Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się. To był León. Popatrzył mi w oczy i zaczął śpiewać.
Te confieso que sin ti no se seguir.
Luz en el camino tu eres para mi.
Desde que mi alma te vio.
Tu dulzura me envolvió.
Si estoy contigo se detiene el reloj.
Skąd on zna tę piosenkę? Przecież nikomu jej nie śpiewałam. Patrzyliśmy sobie w oczy. Śpiewaliśmy dalej razem.
Lo sentimos los dos el corazón nos hablo
Y al oído suave nos susurro

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Pues amor es lo que siento.
Eres todo para mi.

Quiero mirarte
Quiero sonarte
Vivir contigo cada instante
Quiero abrazarte
Quiero besarte
Quiero tenerte junto a mi
Tu eres lo que necesito.
Pues lo que siento es

Amor (...)
W jego oczach widziałam miłość. On mnie kocha. Tylko czemu mi nie wybaczył? Kiedy skończyliśmy śpiewać wszyscy nam bili brawo, ale my patrzyliśmy na siebie i słyszeliśmy swoje głosy. Nawet nie wiem kiedy wyszli z sali. León złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Chciałam go pocałować, ale nie mogłam. Nie teraz. Dlaczego on to zrobił? Miałam tyle pytań, ale nie mogłam ich zadać. Byłam zaślepiona jego pięknymi oczami i miłością do mnie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nawet nie wiem czy fajny, bo nie czytałam. Wy oceńcie Czy Violetta wybaczy Leónowi? Tego dowiecie się najprawdopodobniej jutro. To chyba tyle z mojej strony. Papa
~Leonetta
 

 
Violetta
Muszę porozmawiać z Leónem. Przecież musi znać prawdę, a nie kłamstwo z filmiku Ludmiły. Szłam w stronę domu, gdy zauważyłam Leóna. Teraz albo nigdy.
-León, czekaj!- krzyknęłam i podbiegłam do niego. Złapałam go za rękę i popatrzyłam w oczy. -Musimy porozmawiać. Chcę ci to wszystko wytłumaczyć. Proszę wysłuchaj mnie.
-Nie mam teraz czasu.- powiedział oschle. Czyżby mu nie zależało?
-Ale on wykorzystał moment gdy byłam zmęczona próbami! Nie miałam siły się wyrwać!- krzyczałam. Tak bardzo mnie bolało, że mi nie ufa.
-Przykro mi, to koniec.- powiedział i odwrócił się na pięcie. Łzy same mi poleciały. Jak mogłam być taka głupia? Zerwałam naszyjnik, który León dał mi na naszej randce, wyrzuciłam go na trawę i pobiegłam do domu. Łzy zasłaniały mi widoczność więc nie widziałam nadjeżdżających aut. Prawie pod jedno wpadłam. Z samochodu wybiegł jakiś pan.
-Żeby tak nie uważać na drodze! Co to za młodzież w dzisiejszych czasach, same samobójstwa...- przeklinam tego pana, on nie wie, że mam większe problemy. Wróciłam do domu i nie tłumaczyłam się tacie, Angie, nikomu. Zamknęłam się w pokoju. Popatrzyłam na zdjęcie na ścianie. Byłam na nim z Leónem. Zdjęłam je i porwałam. Rzuciłam się na łóżko i zmoczyłam łzami całą poduszkę. Nie miałam ochoty z nikim gadać.
Francesca
Szykowałam się na randkę z Marco. Randka to za dużo powiedziane. Spacer. To określenie jest dobre. umówiliśmy się za pół godziny. W co ja się ubiorę?! Szafa zapełniona po brzegi ubraniami, a ja nie mam co ubrać. Ach, ta kobieca logika. Wybrałam białą sukienkę w niebieskie koła i beżowe balerinki. Zrobiłam lekki makijaż i podkręciłam lekko włosy. Chyba nieprzesadnie jak na spacer. Już jestem gotowa. Do drzwi zadzwonił dzwonek. Wzięłam torebkę i zeszłam na dół. W drzwiach stał Marco.
-Ślicznie wyglądasz.- uśmiechnął się i dał mi słonecznika. Zarumieniłam się.
-Dziękuję.- wybąkałam i wyszliśmy. Nasze nogi pokierowały nas do Resto. Zamówiliśmy dwa wiśniowe koktajle. Kiedy nam je podano Marco wypił szybko swój i posmutniał.
-Co jest Marco?- spytałam.
-No widzisz... Wypiłem swój koktajl i nie mam co pić. Wiedziałam, że zrobił to specjalnie. Popatrzyłam w jego oczy. Zauważyłam małą iskierkę.
-Podzielę się z tobą.- uśmiechnęłam się. Włożył rurkę do mojego kubka i zaczęliśmy pić. Marco wygłupiał się przy tym. niby nie trafiał rurką do buzi, tylko gdzieś w bok lub w nos. Śmiałam się głośno, aż jacyś ludzie zaczęli się na mnie gapić. No co, ja się tu świetnie bawię! Potem rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nawet nie zauważyliśmy która jest godzina.
-Odprowadzisz mnie? Boję się sama wracać do domu o tej porze.- uśmiechnęłam się najładniej jak potrafiłam.
-Jakbym mógł odmówić tak ślicznej damie.- zarumieniłam się. Dlaczego on mi to robi? Następnym razem nałożę więcej pudru.
-Śliczna jesteś jak się rumienisz.- powiedział i złapał mnie za ręce.
-Nie słodź mi tak, bo będę cała czerwona.
-Chciałbym to zobaczyć.- teraz to przegiął. Odprowadził mnie pod same drzwi.
-Dzięki za... miły czas z tobą.- bąknęłam.
-Do usług, polecam się na przyszłość.- puścił mi oczko. Ucałowałam go w policzek. Kiedy poszedł miałam wchodzić do domu, ale zauważyłam coś świecącego na trawie. Podniosłam to i okazało się, że jest to naszyjnik. Było na nim napisane Love You, León. Wiedziałam czyje to. Weszłam do domu. Pięć minut później ktoś zadzwonił do drzwi.
-Camila? Co tu robisz?- zdziwiłam się. Byłyśmy przecież pokłócone.
-Przyszłam wyjaśnić parę spraw. Mogę wejść?
-No jasne.- zaprosiłam ją do siebie. Usiadłyśmy na kanapie. Zaczęła mówić.
-Na początku chcę ci powiedzieć, że...- nie dokończyła. przerwałam jej.
-Posłuchaj. Przepraszam cię za moje beznadziejne zachowanie. To przez zazdrość, ale już wszystko w porządku. Cieszę się twoim szczęściem. Wybaczysz mi?- uśmiechnęłam się. W duchu modliłam się, aby mi wybaczyła.
-No jasne kochana! Przyjaciółki na zawsze?
-Przyjaciółki na zawsze.- przytuliłyśmy się. Wszystko wraca do normy.Camila poszła, a ja musiałam załatwić jeszcze jedną sprawę. Ale nie miałam dziś czasu, było późno, jutro oddam Leónowi zgubę. Napisałam jeszcze smsa do Marco.
"Tęsknię. "
Odpisał mi w trybie natychmiastowym.
"Ja też. Fajnie się spędza z tobą czas. Dobranoc "
"Dobranoc "
Chyba nie przesadziliśmy z tymi buziakami. Chciałabym, żeby z tego było coś więcej niż tylko przyjaciele. Położyłam się spać. Odpłynęłam do krainy Morfeusza. Śnił mi się Marco. Na serio zabujałam się na maksa w tym chłopaku.

---------------------------------------
Długi rozdział, mam nadzieję, że nie przynudziłam Jak obiecałam jest 11 rozdział. Dużo ze strony Francesci. W następnych rozdziałach możecie liczyć na dużo Violi i Leóna. Piszcie w komentarzach czy się podobało. Jestem nawet zadowolona z rozdziału. Mało odwiedzin
~Leonetta
 

 

Podoba się Next opek już nie długo.
Ps ; wesołych świąt !!!
~Leonetta
  • awatar pawlusia: sama prawda...+ Zapraszam do mnie jeśli Ci się spodoba skomentuj , zaobserwuj <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Maxi
Wszyscy byliśmy zaskoczeni. Cała nasza paczka wiedziała, że Viola nie zrobiłaby takiego świństwa Leónowi zwłaszcza na jego oczach. Popatrzyliśmy z Camilą wymownie na Leóna, ale on trzymał ręce pod boki, a głowę miał opuszczoną. Co za jędza z tej Ludmiły. Kiedy ona wreszcie zrozumie, że nie jest królową i nie ma prawa nami rządzić?! Nie chciałem o tym myśleć, więc wyszedłem z sali i skierowałem się w stronę ławek pod szkołą. Zauważyłem na jednej z nich Natalię. Była przybita, wyraźnie ją coś zasmuciło. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Złapałem jej ręce.
-Coś się stało?- spytałem unosząc jej podbródek i kierując w moją stronę.
-Nic, zupełnie nic.- oderwała się ode mnie i znowu opuściła głowę.
-Na pewno? Jeżeli chcesz o tym pogadać, wiesz do kogo masz się zwrócić.- uśmiechnąłem się.
-A do kogo?- spytała. Zacząłem się śmiać, bo chyba nie zrozumiała.
-Do mnie, głuptasie.- dotknąłem jej noska i zaczęła śmiać się razem ze mną.
-Dziękuję Maxi, że przy mnie jesteś.- jej kąciki ust poszybowały wysoko w górę.
-Nie ma za co. Spotkamy się po lekcjach w Resto? Pogadamy tam na spokojnie.- puściłem do niej oczko. Zgodziła się bez wahania. Poprawiłem jej humor, sam byłem z siebie dumny. Jest taka piękna kiedy się uśmiecha... Chwilunia, czy ja się zakochałem?!
Francesca
Pomimo sytuacji, która zaistniała, nie mogłam przestać myśleć o Marco. Popatrzyłam na niego. Stał w kącie oparty o ścianę i szukał czegoś w swojej torbie. Podejść i zagadać? Nie, za bardzo tchórzę. Przypomniałam sobie jednak o karteczce z jego numerem. Postanowiłam, że po lekcjach do niego napiszę i może umówimy się na spacer? Na to liczę. Wydaje mi się, że ja też mu się podobam. Często na mnie spogląda, uśmiecha się... Zaczynam się przy nim rumienić. Nigdy nie myślałam, że znajdzie się chłopak w którym się zakocham. Oprócz Tomasa, ale to stare dzieje. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Ostatnio dosyć dalekimi. Ostatni raz spojrzałam na chłopaka i wyszłam z sali. Patrzyłam przed siebie niczego nie zauważając. Nagle potknęłam się i wylądowałam w ramionach mojego obiektu westchnień.
-Nic ci się nie stało?- spytał Marco. Był zmartwiony.
-Nie, dziękuję za pomoc.- uśmiechnęłam się. Przepraszam to nie był uśmiech. Ja się do niego szczerzyłam.
-Tee, bo...- podrapał się po głowie. -Masz może ochotę przejść się po lekcjach na spacer?- spytał nieśmiale.
-No oczywiście, że tak!- krzyknęłam. Nie mogłam opanować euforii, która mnie wypełniała.
-Do zobaczenia po lekcjach.- puścił mnie, bo ciągle mnie trzymał. Tak mnie lubi? A może nie chciał żebym ponownie się wywróciła? Tak czy siak już sobie poszedł. No i zrobił pierwszy krok! Jak ja się cieszę. I tak napiszę do niego. A może niech zatęskni? Postanowiłam wrócić do domu, i tak w szkole nas zwolnili, bo muszą załatwić parę formalności.
Tomas
Byłem mega zszokowany. Violetta zdradza Leóna?! To się nie klei. Dobrze, że już nie współpracuję z Ludmiłą. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Jeszcze wpakowałbym się w tarapaty, jakie teraz ma ona i Diego. Nie chciałbym być na jego miejscu. Jeszcze by mnie rozszarpali czy coś. Popatrzyłem na Larę. Przyznam, trochę mi się podoba, ale nie umiem z nią gadać. W sumie, nie gadaliśmy jeszcze. Może coś wykombinuję. Podszedłem do niej i zagadałem.
-Hej Lara. Masz już piosenkę na lekcję do Angie?- palnąłem pierwszą lepszą rzecz.
-No prawie. A ty Tomas?- pamięta moje imię. To już coś.
-Tak. Chcesz posłuchać?
-Z przyjemnością.- uśmiechnęła się. Zaśpiewałem jej "Entre Tu Y Yo" . Spodobało jej się.
-Piękna piosenka. Przepraszam, ale muszę iść.- poszła w stronę Leóna. Dlaczego?
Lara
Nie powiem, Tomas jest naprawdę spoko chłopak, ale mi się podoba León. Akurat jest wolny, bo chyba zerwał z dziewczyną. Podeszłam do niego, ale on mnie zbył.
-Lara nie chcę teraz rozmawiać, przepraszam, ale innym razem ok?- spytał ze smutkiem w głosie.
-No dobrze.- odeszłam zrezygnowana.

---------------------------------------
Rozdział z Marcescą i Naxi Jeżeli pod tym rozdziałem ukażą się komentarze, to na 100% dziś będzie rozdział. A jeśli nie... zobaczymy. Dziękuję Wam za wyświetlenia, jestem szczęśliwa
~Leonetta
 

 
A więc tuk. Zgodzicie się na to ?
Jedno opowiadanie na dzień ? Może
być ? Ja mogę pisać z 20 dziennie ale
nie wiem czy tu realne Zgadzacie się
na propozycję ? Co tam u was ???????
~Leonetta
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
León
Wybiegłem ze Studia, po tym jak zobaczyłem, że Violetta całuje się z tym dupkiem. Na mojej twarzy pojawiła się wściekłość, ale również smutek, zazdrość. Z jednego oka poleciała mi łza. Verdas, nie płacz, to nie w twoim stylu. I co z tego, że straciłeś miłość swojego życia, najwidoczniej nie było ci pisane. Usiadłem na ławce obok jeziora. Po chwili skojarzyłem, że siedzę na tej samej ławce, gdzie pocałowałem Violettę po raz pierwszy. Powróciły wspomnienia. Te dobre, kiedy byliśmy razem, kiedy cieszyliśmy się sobą. Ale powrócił też ten dzisiejszy feralny dzień. Nie kontrolowałem swoich uczuć. Rozpłakałem się jak małe dziecko. Schowałem twarz w dłoniach aby nikt nie widział, że płaczę. To koniec. Straciłeś wszystko, co kochałeś. Straciłeś ją.
Violetta
Diego oderwał się ode mnie. Miałam jeszcze trochę siły, by krzyknąć mu prosto w twarz:
-Ty dupku! Rozwalasz mi związek!- wybiegłam z sali szukając Leóna. Na próżno, nigdzie go nie było. Uroniłam łzy. Wyszłam ze szkoły, aby się przejść. Poszłam w stronę parku i zauważyłam jego. Był załamany. Wyglądał jakby stracił wszystko, co trzyma go przy życiu. Stracił mnie. Chciałam podejść, przytulić, wytłumaczyć, ale nie wiedziałam czy to ma teraz sens. Jestem zmęczona a on załamany. To wszystko przeze mnie! Jestem głupia i nie wiem co ja tu jeszcze robię. Uciekłam z parku i pobiegłam do domu. Olga zauważyła moje szklane oczy, ale nie zdążyła się spytać co się stało. Byłam już u siebie w pokoju. Zamknęłam się na klucz i wzięłam do ręki pamiętnik. Otworzyłam niechcący na stronie z Leónem. Byłam wtedy taka szczęśliwa. Ze strony obok wypadło zdjęcie:

Czy nie jest mi pisane szczęście? Czy to wszystko to był sen? Chciałabym nie wracać wspomnieniami do dzisiejszego dnia, ale nie mogłam. Straciłam najważniejszą osobę na świecie. Tego, który pocieszał mnie gdy byłam smutna, tego który zawsze stał za mną murem, gdy coś się działo. Tego, który kochał mnie całym swoim sercem i nawet bardziej. Był taki dobry, kochany, uroczy... Już nigdy nie doświadczę tego co mi dawał. Ciepła, miłości... Zasnęłam. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam...
*następnego dnia*
Dosyć wcześnie wyszłam z domu, chciałam przemyśleć sobie tą sytuację. Dzwoniłam 7 razy do Leóna, na darmo. Nie odbierał. Najwidoczniej miał mnie dosyć. Weszłam do Studia, gdy nagle Ludmiła zwołała wszystkich uczniów do sali teatralnej. Gdy doszłam wszyscy już tam byli. León nie patrzył w moją stronę. Ludmiła odezwała się tylko:
-Każdy z nas pewnie kiedyś się zakochał. Ale gdy to uczucie jest tylko przykrywką dla innego związku. Oto przykład.- puściła filmik, który nagrała wczoraj gdy Diego mnie całował. Rozpłakałam się i wybiegłam z sali. Ludmiła popatrzyła na Leóna, który był zły. Uśmiechnęła się szyderczo do Diega. Dlaczego ona mnie tak nienawidzi?! Zostałam sama.
-Dlaczego uprzykszasz jej życie?!- krzyknęła Fran.
Ludmiła nic nie powiedziała tylko wyłączyła film i wyszła z sali.

--------------------------------------------
Rozdział tylko o Leónie i Violettcie. Akurat miałam humor taki smutny i szybko napisałam. Ludmi wredna jak zwykle A Leóna i Violę już niedługo połączę. Poczekajcie 1-2 rozdziały Pozdrawiam moją przyjaciółkę Winię, która zawsze mnie pociesza i rozśmiesza kiedy tego potrzebuję. Loffam Cie
Buziaki
 

 
Wzięłam od Oldziaxx ;33 Mam nadzieję ,że się nie obrazisz.
Co to kurde jest ?! Śmieszny strój XD
Chyba sobie na komórze ustwię !
Fajne ?
~Leonetta
 

 
Oto mój podsumek
Prosz :
~Leonetta
 

 
Ludmiła
...Tym ktosiem był Diego. Gapił się na nią jakby była czymś niezwykłym. Podeszłam do niego cicho i dotknęłam jego ramion. Odskoczył lekko na bok.
-Niby taki dorosły a przestraszył się Ludmiły...- zaśmiałam się mu prosto w twarz.
-Przestań! Zajęty jestem, i nie nie przestraszyłem się ciebie.
-Zajęty jesteś gapieniem na tą dziewczynę?- wskazałam na Violettę.
-Tak, przeszkadzasz mi.
-Przykro mi, ona jest zajęta. Odpuść sobie.
-Nie poddam się, ona niedługo będzie moja.- wiedziałam, że tak zareaguje. Postanowiłam, że to on pomoże mi w rozwaleniu tego związku.
-Wiedziałam, że to powiesz- uśmiechnęłam się szyderczo. -Jeżeli chcesz, to pomogę ci ją zdobyć.
-Ale jak?
Wyszłam z Diegiem ze Studio aby wyjaśnić mu parę spraw. Oczywiście powiedziałam mu o moim chytrym planie rozwalenia tej żenady. Zgodził się bez wahania. Chyba będzie mi się dobrze współpracowało z takim chłopakiem jak on. Kiedy odszedł, zauważyłam w kącie Naty, która zmierzała w moją stronę. No wreszcie raczyła się mną zainteresować.
-A ty gdzie się włóczysz?! Przynieś mi zimną wodę.- rozkazałam jej.
-Nie będę twoją koleżanką na posyłki.- powiedziała cicho.
-Co?!- nie mogłam uwierzyć.
-Powiedziałam, że NIE BĘDĘ TWOJĄ KOLEŻANKĄ NA POSYŁKI!- odeszła wściekła. Poczułam ukłucie w sercu. Mówią, że taka osoba jak ja nie ma serca, ale cóż mylą się. Taka mała cząstka bardzo zabolała. Ale jakaś tam Natalia nie będzie mi psuła humoru! Już ja mam plan co do tej Violetty i Leóna.
Violetta
Po rozmowie z Camilą poszłam do Francesci. O co się pokłóciły? I aż tak, że Camila płakała?! Nie mogłam sobie tego wyobrazić. Odnalazłam w tłumie Fran i zabrałam ją na bok.
-Francesca, co się stało? O co się pokłóciłaś z Camilą?
-No bo... teraz to brzmi trochę głupio...
-Gadaj, albo nie dowiem się od żadnej z was.
-Bo... chodzi o ten nowy klub. Właściciele zaproponowali zaśpiewanie piosenki na jego otwarciu. A ja tak bardzo chciałam to zrobić!- krzyknęła to ostatnie zdanie.
-Pokłóciłyście się o taką głupotę?!
-To nie jest żadna głupota! To mogła być moja szansa na sławę.
-Rozumiem cię, ale robisz z igły widły. Przeproś Camilę. Ona przez ciebie cierpi.
-Dobrze przeproszę. Ale odpowiedz mi na jedno pytanie...- tu się zawahała.
-Tak? Pytaj śmiało.
-Wolisz mnie czy Camilę? Jako przyjaciółkę? Wybieraj, chcę znać prawdę.
-Nie mogę wybrać, obie jesteście cudowne.- uśmiechnęłam się promiennie.
-Wiem, że wolisz Camilę, ale nie chcesz mi tego powiedzieć, żeby mi nie było przykro.- powiedziała smutno.
-Nie, ja was obie kocham, jesteście obie świetne!
-Kłamiesz!- wybiegła ze Studia. Naprawdę jej nie rozumiem... Nie miałam czasu zastanawiać się nad taką głupotą Fran. Musiałam jeszcze napisać piosenkę na lekcję u Angie. Weszłam do jednej z sal muzycznych i zaczęłam śpiewać na rozgrzewkę "En Mi Mundo" .
Diego
*10 minut wcześniej*
Ludmiła tłumaczyła mi swój plan na ucho. A więc tak:
Musiałem zauważyć Violettę. Widać, że jest trochę zmęczona próbami. Może to i nawet lepiej. Będzie prościej wykonać nasz mój, znaczy nasz plan. Jeszcze odpowiedni moment i odpowiednia osoba do obserwowania... Nasz plan zaczął działać.
-Brawo.- zaklaskałem jej.
-Dzięki, trochę zmęczyłam się tymi próbami.
-Widzę, ale mogę Cię poprosić o przysługę?
-Jasne.- uśmiechnęła się mimowolnie.
-Mam tu piosenkę na lekcję u Angie. Pomożesz mi i zaśpiewasz ze mną?
-Jestem zmęczona, ale dla ciebie zrobię wyjątek.- puściła do mnie oczko. Zaczęliśmy śpiewać piosenkę noszącą tytuł "Yo Soy Asi". Po zaśpiewaniu piosenki powiedziała:
-Super piosenka. Sam napisałeś?- stanęliśmy na środku sali.
-Tak. Poczekaj, coś wpadło ci do oka...- nagle w drzwiach stanął León z Ludmiłą. Przyciągnąłem Violę do siebie i pocałowałem. Próbowała się wyrwać, ale coś jej nie wychodziło. Była zbyt wyczerpana. Ludmiła to nagrywała.
-Widzisz Leoś, jaka ta Viola puszczalska. Ostrzegałam cię przed nią, ale się mnie nie słuchałeś...
León zrobił się wściekły. Wybiegł ze Studia, a ja oderwałem się od Violetty.
------------------------------
Rozwaliłam naszą Leonettę Przepraszam ale musiałam.
~Leonetta
 

 
German
Obudziłem się wcześnie rano, ponieważ zaraz po śniadaniu miałem ważną wideokonferencję. Ubrałem się i poszedłem do biura. Nagle z niego wyszła Jade.
-Kochanie, co robiłaś w moim biurze?- spytałem zdziwiony.
-Zostawiłam tam wczoraj moją torebkę.- ucałowała mnie.- Idę do fryzjera, widzisz jakie mam rozdwojone końcówki?! To niedorzeczne!- już chciała wyjść gdy nagle ktoś zapukał. Otworzyłem drzwi. Przede mną stał funkcjonariusz.
-Czy zastałem panią Jade LaFontaine?
-Tak to ja.- powiedziała moja narzeczona.- Coś się stało ważnego, bo się śpieszę do fryzjera.
-Pani brat, Matias LaFontaine został aresztowany. Pani także pójdzie z nami.
-Ale co takiego zrobił Matias?!- spytałem zdenerwowany. Znowu się wpakował w kłopoty.
-Chodzi o nielegalne interesy. Resztę dowie się pani na komisariacie.- zabrał Jade, a ja stałem jak wryty. Z tego stanu wybudziła mnie Olga.
-Panie Germanie, śniadanie. Violu, Angie, chodźcie!
Z góry zeszła Viola a za nią Angie. Usiedliśmy do stołu.
-A gdzie panna Jade?- spytała Olga.
-Musiała pilnie coś załatwić.- zjadłem szybko i poszedłem do biura, za 5 minut miała zacząć się wideokonferencja.
-My też już idziemy do Studia. Chodź Vilu, bo się spóźnimy.
Violetta
Weszłyśmy z ciocią do szkoły. Angie poszła do pokoju nauczycielskiego. Ja skierowałam się w stronę szafek. Spotkałam Camilę. Była wyraźnie przygnębiona.
-Cami, co się stało?
-Pokłóciłam się z Francescą. Nie chcę o tym mówić, sama ci powie...- przytuliłam ją.
-Porozmawiam z nią.- odeszłam ale nagle ktoś złapał mnie za rękę. Byłam pewna, że to León. Pomyliłam się.
-Tomas?! Czego chcesz?!
-Porozmawiać.
-NIE mamy o czym rozmawiać.- odeszłam. Weszliśmy do klasy, Angie siedziała jak zwykle na biurku po turecku.
-Mam dla was ćwiczenie. Chodzi o skomponowanie piosenki i zadedykowanie go komuś. Macie czas do czwartku. W piątek widzę gotowe piosenki. To tyle ogłoszeń. Możecie już zaczynać.
Ktoś przysunął się do mnie. Znałam zapach tych perfum.
-León!
-Tęskniłaś?- pocałował mnie.
-Nawet nie wiesz jak.- wtuliłam się w niego.
-Mam już gotową piosenkę na lekcje Angie.
-Serio? Ja jeszcze nie mam...
-Chodź, zaśpiewam ci ją.
Podszedł do pianina i zaśpiewał mi "Voy Por Ti" . Jak on pięknie śpiewa. Słuchałabym dłużej, ale już skończył.
-I jak?- spytał.
-Pięknie, jak zwykle zresztą.- wyszliśmy z klasy trzymając się za ręcę.
Ludmiła
-Tomi!- zauważyłam go gdy szybko odchodził.
-Co Ludmiła?!
-Pomożesz mi w końcu rozdzielić tę słodką parkę?
-Nie chcę się mieszać w ich związek, radź sobie sama!- odszedł wściekły.
Liczyłam na jego pomoc, ale zauważyłam, że ktoś inny spogląda na Violettę...
----------------------------------------------------------
Jestem szczęśliwa z tego rozdziału. A wam jak się podoba ?
Czekacie na next ?
~Leonetta
 

 
A więc tak :
POSTACIE PIERWSZO PLANOWE :
Vilu :

17 już niedługo 18 letnia nastolatka. Zawsze marzyła o prawdziwej miłości. Gdy w końcu ją znajduje na drodze staje jej Diego i Lara.

Leon :
17 już niedługo 18 latek. Jego pasja do motocross i . .. Violetta.
Dużo się w jego życiu zmienia kiedy Lara i Diego przychodza do studia. .

Diego :

18 letni chłopak próbujący rozdzielić naszą Leonettę.
Pomaga mu w tym Lara. Później Diego przechodzi zmianę.

Lara :

17 letnia dziewczyna wzdychająca na widok Leona. Nienawidzi Violi. Rani ją za każdym razem. W rozdzieleniu ich pomaga jej Diego i Ludmi.

Ludmiła :
Codziennie knująca 17 latka. Próbuje rozdzielić Leonettę lecz nie wie ,że nie długo się ona zakocha. .

POSTACIE DRUGO PLANOWE :

Franceska :
17 latka szukająca miłości jak Viola.

Marco :

17 latek na zabój zakochany w Francesce . ..

Camila
17 latka po dużych przejściach. Szuka miłości lecz nie wie ,że ma ją pod nosem. .

Andres :
17 latek przyjaciel Leona na zawsze. Dureń na 100%. Zakochany w Camili ..

Federico :

Czuły lecz wrażliwy 17 latek. Zakochany na początku w Violi ..

Maxi :
17 LATEK ZAKOCHANY W NATY .. .

Naty :
Na początku sługa Ludmi potem jej wróg. Jak prawie wszyscy ma 17 lat. Zakochana w Maxim.

Thomas:
Przywołany przez Ludmiłę. .Oczywiście zazdrosny o Violettę.
Ma 19 lat.
---------------------------
Ok to chyba wszyscy
Odwiedzajcie i czytajcie
czekam na dużo odwiedzin !
~Leonetta
 

 
Ale ja jestem głupia ! (facepalm) Napisałam opowiadanie aaa... Nie napisałam bohaterów. Zaraz się tym zajmę
Czytajcie i odwiedzajcie
~Leonetta
 

 
León
Najpierw z Violą poszliśmy do Studia. Chciałem jej zaśpiewać piosenkę którą dla niej napisałem. Sama nie wiedziała co przygotowałem więc była bardzo ciekawa. Po wejściu do szkoły złapałem ją za rękę i weszliśmy do jednej sali. Stało tam pianino. Nie było tam nikogo oprócz nas dwoje. Stanąłem przy pianinie i zacząłem.
-Violu, napisałem piosenkę specjalnie dla ciebie.- uśmiechnąłem się, odwzajemniła to.
Zacząłem śpiewać. Słowa płynęły prosto z serca. Patrzyłem jej w oczy i myślałem tylko o niej. Piosenka nosiła tytuł "Podemos".
No soy ave para volar,
Y en un cuadro no se pintar
No soy poeta escultor.
Tan solo soy lo que soy.
Las estrellas no se leer,
Y la luna no bajare.
No soy el cielo, ni el sol...
Tan solo soy.
Pero hay cosas que si sé,
Ven aquí y te mostraré.
En tu ojos puedo ver....
Lo puedes lograr, prueba imaginar.
Po chwili dołączyła do mnie. Nasze głosy wspaniale się dopełniały.
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
No soy el sol que se pone en el mar,
No se nada que este por pasar.
No soy un príncipe azul...
Tan solo soy.
Pero hay cosas que si sé,
Ven aquí y te mostraré.
En tu ojos puedo ver....
Lo puedes lograr, (lo puedes lograr...)
Prueba imaginar.
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción...
No es el destino,
Ni la suerte que vino por mi.
Lo imaginamos...
Y la magia te trajo hasta aquí...
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, si tener alas...
Ser la letra en mi canción...
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee eê
Podemos volar, si tener alas...
Ser la letra en mi canción...
Y tallarme en tu voz.
Skończyliśmy śpiewać. Ona ciągle wpatrywała się w moje oczy. Po chwili podszedłem do niej bliżej i przytuliłem ją. Do ucha wyszeptałem jej Kocham Cię. Uroniła łzę. Starłem ją dalej patrząc w jej oczy. Teraz brakowało już tylko jednego. Przybliżyliśmy się do siebie i powoli nasze głowy kierowały się ku sobie. Dzieliło nas kilka milimetrów. Pocałowałem ją. Odwzajemniła pocałunek. Był delikatny, ale namiętny. Moglibyśmy dłużej, ale zaplanowałem coś jeszcze. Złapałem Violettę za rękę i wyszliśmy ze Studia. Zaprowadziłem ją na polanę. Był na niej rozłożony koc, na nim leżały przekąski. Wręczyłem jej bukiet róż. Zauważyłem ten błysk w jej oczach. Uśmiechnęła się promiennie do mnie i usiedliśmy na kocu. Przez cały czas była we mnie wtulona patrząc na mnie. Ja robiłem to samo. Patrzyliśmy na niebo. Zauważyliśmy chmurę w kształcie serca. Ona wyszeptała mi do ucha Też cię kocham. Ponownie ją pocałowałem. Zacząłem mówić:
-Violu, nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz. Jesteś moim tlenem, całym moim życiem. Bez ciebie nic nie ma sensu. Chcę abyś zawsze była przy mnie.
Po tym złapałem ją za rękę i oboje wstaliśmy. Stanąłem przed nią i kazałem jej zamknąć oczy. Zrobiła to co jej kazałem po czym założyłem jej na szyję łańcuszek z serduszkiem.
-Przepiękny. Dziękuję.- z jej oczu poleciały łzy. Przeczytała napis na serduszku.
Love You, León
Ponownie mnie pocałowała. Ta chwila mogła by trwać wiecznie. Jednak zrobiło się późno. Odprowadziłem ją do domu. Na pożegnanie mocno mnie przytuliła i ucałowała. Trudno mi było się z nią rozstawać. Kiedy poszła ja także skierowałem się w stronę swojego domu.
--------------------------------------
Podoba się ? Miało być romantycznie ale chyba nie wyszło ?!
Dużo odwiedzin !!!
Czekacie na next ?
~Leonetta
 

 
Marco
Jaka ta szkoła wielka! Po wyjściu z sali chciałem pozwiedzać szkołę. Zamyśliłem się i niechcący wpadłem na jakąś blondynę. Była wkurzona.
-Patrz jak chodzisz, ty idioto!
-Przepraszam nie zauważyłem cię. Jak masz na imię?
-Jak możesz mieć czelność nie wiedzieć! Jestem Ludmiła Ferro, królowa tej szkoły. Chodź Naty, nie będę gadała z tym lamusem.- i odeszła ze swoją koleżanką.
Chciałem poznać nowych uczniów, ale wszystkich gdzieś wywiało. Na jednej ze ścian zauważyłem zdjęcia uczniów i ich imiona.
Violetta, Naty, Ludmiła, Maxi, Camila, León, Andres, Napo, Brako, Francesca i wiele innych... Ale ta ostatnia została mi w głowie najbardziej Poszedłem w stronę wyjścia aby pójść się czegoś napić. Skierowałem się w stronę RestoBandu.
Lara
Moją uwagę zwrócił León. Mój kolega ze szkolnych czasów. Jaki on przystojny... Chciałam z nim pogadać, ale przy nim stała jakaś lala. Kiedy León odszedł od dziewczyny, natychmiast do niego podbiegłam.
-León! Pamiętasz mnie? Chodziliśmy razem do podstawówki.
-Lara? Tak się cieszę, że cię widzę!- uśmiechnął się do mnie i przytulił. Na szczęście jego koleżanka to widziała.
León spytał się mnie czy nie mam ochoty pójść do Resto na koktajle, zgodziłam się. Zawołał resztę znajomych i chwilę później byliśmy już w restauracji.
Francesca
León zaproponował koktajle w Resto. Bardzo się ucieszyłam. Wszyscy się poznamy i być może zostaniemy przyjaciółmi. Wyszliśmy ze Studia i ruszyliśmy do knajpki. Po dotarciu zawołałam Luce, aby przyniósł koktajle dla nas wszystkich. Oczywiście się zgodził. Nagle do RestoBandu wszedł ten nowy Marco.
-Hej, szukałem was! Jestem Marco. Podał mi pierwszej rękę.
-Francesca Resto, a to moi przyjaciele.- uśmiechnęłam się. W parę minut wszyscy się już zapoznali, niby kilka chwil a już się czujemy jakbyśmy się znali całe wieki.
Nagle León mi przerwał.
-Przepraszam, ale muszę już iść i porywam Violę.- puścił jej oczko. Pożegnali się i poszli.
Ciągle patrzyłam na Marco. On zresztą na mnie też. Gdy zrobiło się późno wszyscy się pożegnali i poszli do domu. Pomagałam sprzątać bratu w restauracji znalazłam na podłodze karteczkę.
876-987-0941 zadzwoń czasem
Marco
-------------------------------------------
Nie wiem czy wam się spodoba, ale macie. Jutro rozdział z randki Leonetty Martwi mnie jednak fakt, że nikt nie komentujecie Proszę, chociaż jeden komentarz
~Leonetta
 

 
Na kolejny rozdział musicie trochę poczekać bo nie mam weny
Nie mam zielonego pojęcia co napisać
Ale nie podawajcie pomysłów. Sorka.
Bo do napisania mam jeszcze 2 zdania.
Tak szybko piszę
Jak podobają wam się zmiany na blogu ?
Fajne ? Dzięki www.leonettaaq.pinger.pl
Za pizap
Boże ! Ile odwiedzin ! Ja mam tylko 2 dni ! Halo
~Leonetta
 

 
Naty
...Andresa! Jak zwykle, ten głupek musiał wszystko zepsuć. Przestraszył mnie swoim krzykiem, aż spadłam z krzesła.
-Co tutaj robisz?!
-Nic ty głupku! Odejdź!
Miałam nadzieję, że Violetta i reszta dziewczyn mnie nie zauważyła... Myliłam się. Na szczęście Viola pomyślała, że się po prostu przewróciłam.
-Pomóc ci?- spytała i złapała mnie za rękę.
-Nie dzięki, sama sobie dam radę.- wyszarpałam się i poszłam w stronę Studia. Na swoje nieszczęście spotkałam Ludmiłę. Pytała czego się dowiedziałam, ale w sumie to tylko "Ale on ma piękne oczy! Jest taki słodki..."
-Niedobrze mi się robi na samą myśl.- przerwała mi Ludmiła.- Ale już niedugo to ona będzie zazdrosna...
I wyszła triumfalnie ze szkoły.
*następnego dnia, Studio21 8:15*
Pablo
-Dzieci, mam dla was wieści. Jak wiecie 2 tygodnie temu odbyły się przesłuchania do szkoły i dostało się pare nowych uczniów. Dołączą oni do waszej klasy. Powitajcie Diego, Larę, Marco, Federico oraz dobrze znanego wam Tomasa, który ponownie zapisał się do Studia. Zostawiam was samych, zapoznajcie się.
Wyszedłem z sali aby nie przeszkadzać dzieciakom.
Tomas
W tłumie uczniów zauważyłem Ludmiłę, oraz Violettę. Stała z Leónem. W tym momencie blondynka do mnie podeszła, przytuliła i dała buziaka w policzek. Oczywiście Viola wszystko widziała. Nie zwracała jednak na to uwagi, za bardzo była zajęta gapieniem się na Leóna.
-Jak się za tobą stęskniłam, Tomi! A ty? Co robiłeś w Madrycie?
-Nic ciekawego...
Dosyć tych czułości. Podszedłem do niej, ale rozmawiała z tym nowym,jak mu tam... Diego. Odpuściłem sobie, ale następnym razem nie będzie tak miło. Muszę ją zdobyć.
Diego
Kątem oka zauważyłem śliczną brunetkę. Była ubrana w zwiewną sukienkę i koturny. Obok niej stał jakiś typek. Wyglądał na niebezpiecznego. Muszę się pozbyć konkurencji, bo jeszcze jakiś inny facet się na nią gapi. Podszedłem do pięknej nieznajomej( na szczęście ten koleś poszedł) i zagadałem.
-Witaj! Jestem Diego. Wyjaw mi swoje imię ślicznotko.
-Jestem Violetta- wyciągnęła rękę na przywitanie i wyraźnie się zarumieniła.
-Piękne imię równie pięknej właścicielki- ucałowałem ją w dłoń.
-Nie jestem aż taka piękna...- znów się zarumieniła.
-Ależ jesteś. Mam prośbę. Jestem nowy, mogłabyś pokazać mi Studio? Może dziś po południu?
León
Ten nowy przystawia się do mojej Violi. Co on sobie wyobraża?! Podsłuchałem ich rozmowę, to zaszło za daleko. Ten Diego musi wiedzieć na co sobie może pozwolić, a na co nie. Podszedłem do ukochanej, objąłem w pasie i ucałowałem.
-Cześć kochanie, masz może ochotę na spacer po lekcjach?- mówiąc to patrzyłem złowrogo na Diega, niech wie czyja jest Viola. Moją najwspanialszą, najcudowniejszą, najpiękniejszą, najmądrzejszą... długo by wymieniać dziewczyną na świecie.
-Jasne kotku- tu zwróciła się do Diego- Diego, miło mi było z tobą rozmawiać, ale jestem zajęta. Muszę iść, ale kiedy indziej cię oprowadzę po Studio.- popatrzyła z uśmiechem na nas obu.
-Jasne, do zobaczenia.- ucałował rękę Violi. Nie,no teraz to się na maxa wkurzyłem. Co on sobie wyobraża?! Zabrałem Violę jak najdalej od tego palanta.
Federico
Jestem tu dopiero kilka minut, a już czuję że się zakochałem... Tyle tu pięknych dziewczyn. Podoba mi się ta blondwłosa piękność, czarna dama i brunetka o pięknej urodzie. Same ślicznoty. Podszedłem najpierw do czarnej damy. Rozmawiała z jakimiś znajomymi.
-Witaj, Fererico jestem, ale mów mi Fede.
-Jetem Francesca, w skrócie Fran, to Camila, Cam...
-A ja jestem Maxi- wtrącił im się.
-Miło mi was poznać. Słuchaj Francesco, oprowadzisz mnie po Studio?
-Jasne. Po południu pokażę Ci co i jak. Daj mi swój numer.- puściła oczko.
Dałem jej swój numer telefonu. Może jest jakaś szansa na nas? No i puściła mi oczko! To napewno coś znaczy. Odszedłem uradowany z myślą, że się jej podobam.

--------------------------------------------------------
Teraz muszę wymyślić cz.2 ! Ale do będzie F A J N E !
Kocham pisać o kimś albo dla kogoś <3
Wchodźcie na blodzia
~Leonetta
 

 

Ohh

Podobają wam się moje rozdziały
Jak ja was strasznei kocham
Specjalnie dla was rozdział już
nie długo
~Leonetta
 

 
Nie mam fajnego tła
Bardzo bym chciała np. z napisem : doroslaleonetta.
Z taką ładną serduszkową czcionką
Jak ktoś by mógł zrobić dla mnie tło
Ale jeżeli nie to spoko jakoś się dowiem
jaka to strona.
~Leonetta
PS :
Next opowiadanie jużnie długo
 

 
León
Wróciłem do domu po spacerze, który zamienił się w randkę. Bardzo się cieszyłem, że jesteśmy parą. Nie mogłem się doczekać poniedziałku, kiedy wreszcie ujrzę moją ukochaną. Przebrałem się w coś lżejszego i położyłem. Zacząłem marzyć o Violettcie, o nas... I zasnąłem.

Violetta
Myślałam o tym co będzie, kiedy wszyscy się dowiedzą, że jestem z Leónem. Z myślenia wyrwały mnie wibracje telefonu. Dzwoniła Camila.
(Camila)-Violu, nie odbierałaś ode mnie telefonu! Dlaczego?
-Przepraszam, miałam wyciszony.
(C)-A dlaczego? Bez powodu nie wyciszasz.- ciągnęła Cami.
-No bo... Byłam na spacerze z Leónem...- próbowałam się tłumaczyć.
(C)-To wspaniale! Randka z Leónem, przygotował pewnie coś romantycznego...
-Cami, nie przesadzaj! No może było romantycznie, jak na randce...
(C)-Czyli jednak! Mów jak było.- nalegała.
-No dobra... Znaczy ja i León... my... no... chodzimy.- w końcu się przyznałam.
(C)-To wspaniała wiadomość! Opowiedz więcej.
-Nie, spotkajmy się w poniedziałek o 15 w RestoBandzie. Zgoda?
(C)-Zgoda! Papa - rozłączyła się.
*15 minut później*
Dryń, dryyyńńń- zadzwonił telefon. Odebrałam.
(Francesca)-Gratulacje! Powodzenia nowej zakochanej parze.
-A ty skąd wiesz? Pewnie Camila ci powiedziała?
(F)-No tak, jej mówisz takie rzeczy, a mi nie chcesz powiedzieć? FOCH -,-
-To nie tak! Miałam do ciebie zadzwonić, żebyśmy się w poniedziałek spotkały z Cami o 15 w RestoBandzie. Zgoda?
(F)-Wiesz, że nie potrafię sięna ciebie gniewać. Do poniedziałku! Opowiesz mi szczegóły. Skończyła rozmowę.
Położyłam się na łóżku myśląc o Leónie... i zasnęłam.

*poniedziałek, Studio21*

Ludmiła
Weszłam jak zwykle do Studio we wspaniałym humorze. Obok mnie szła Naty. Nikt na mnie nie patrzył, wszyscy o czymś plotkowali. Nagle ujrzałam Violettę przytulającą się do Leóna.
-O co jej chodzi? Czyżby już nikt nie zwracał na mnie uwagi? Co się tu dzieje?!- myślałam na głos.
-To ty nie wiesz? León chodzi z Violettą.- powiedziała Naty.
-Co?!
-No mówię że León chodzi z Violettą!- powtórzyła.
-Przecież nie jestem głucha! Już mam plan, żeby ich rozdzielić. Nie mogę patrzeć na tę słodką parkę.
-Ludmi, boję się ciebie... Co masz zamiar zrobić?
-Poproszę Tomasa, aby tu przyjechał. Viola znów się w nim zakocha i będzie musiała wybrać. Ale nie będzie miała tak łatwo... Bo ja będę chodzić z Tomasem!
-Ludmi, proszę cię, nie rób niczego głupiego...
-Zaczekaj...- wyszłam i zadzwoniłam do Tomasa.

*5 minut później*
-Zadzwoniłam do Tomasa! Jutro wyjeżdża z Madrytu i wraca do Studio. Jak ja się cieszę!- objęłam mocno przyjaciółkę po czym powiedziałam:
-Ludmi odchodzi!- I poszłam.

*godzina 15, RestoBand*

Violetta

-Hej Violu!- podeszły do mnie Cami i Fran.
-Hej! Siadajcie.
-Co podać?- spytał Luca.
-To co zwykle- uśmiechnęłam się- Dla nas wszytkich.
-Zaraz podam.- Odszedł.
-No Violu, opowiadaj- Fran nie mogła się doczekać.
-No więc. León przyszedł po mnie i dał mi czerwoną różę. Potem poszliśmy nad jezioro, przygotował stolik z jedzeniem, ułożył świece... No i usiedliśmy na ławce, no i wyznał mi, że jest we mnie zakochany...
-Co dalej?- pytały z ciekawością dziewczyny patrząc na mnie.
-Dalej to ja się zgodziłam i się pocałowaliśmy. To było takie magiczne- wyznałam.

*w tym samym czasie*

Naty

Nie wiem po co, ale Ludmiła wysłała mnie abym szpiegowała Violettę. Szłam za nią i gdy zobaczyłam, że wchodzi do RestoBandu, weszłam za nią. Usiadłam najbliżej ich stolika, wzięłam Menu i się zakryłam. Naprawdę to podsłuchiwałam. Udało mi się troche usłyszeć, coraz bardzej przysuwałam się ich stolika, gdy nagle zobaczyłam, że idzie...
--------------------------------------------
Boże jak ja kocham pisać <3
TO BĘDZIE. . .60 coś rozdziałów <3 tak was kocham
Jak ktoś wchodzi to proszę o polecenie
~Leonetta
  • awatar Julaa. < 3: megaaa świetne to jest *-* czekam na kolejny rozdział ;**
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
León
*następnego dnia rano*
Około godziny 9 wypuścili mnie ze szpitala. Szybko poszedłem do domu, aby przygotować się na ran... spacer z Violettą. W garażu zauważyłem mój motor, pewnie rodzice go zabrali. A propo nie było ich w domu. Zacząłem się przygotowywać na spotkanie. Była już 11:50. W 10 minut się chyba wyrobię. Poszedłem jeszcze do kwiaciarni i kupiłem różę. Tak na początek. Kiedy byłem już pod domem niespodziewanie drzwi otworzył ojciec Violetty.
-Witam pana, jestem León Verdas, przyszedłem po Violettę.
-Witaj Leónie, jestem German Castillo. Już ją wołam. Violettoooo! León Przyszedł!
Kątem oka zobaczyłem Violettę. Z wrażenia kopara mi opadła. Miała na sobię żółtą sukienkę i rozpuszczone włosy . Wyglądała jak 8 cud świata. Zamknęła drzwi, podeszła do mnie i dała całusa w policzek na powitanie. Ja dałem jej różę. Bardzo się ucieszyła. Poszliśmy na spacer.

Violetta
Rano wstałam bardzo wcześnie. Ciągle myślałam o Leónie. Nawet śnił mi się tej nocy. Zjadłam śniadanie i zaczęłam przygotowywać się na spotkanie. Ubrałam żółtą sukienkę i rozpuściłam włosy. Bałam się, że się mu nie spodobam. Co ja mówię, przecież nawet nie chodzimy, jego takie szczegóły nie obchodzą. Gdy usłyszałam dzwonek do drzwi szybko zeszłam na dół. Zobaczyłam, że rozmawia z moim tatą.
-Jaki on jest przystojny...- rozmarzyłam się.
Podeszłam do drzwi, zamknęłam je i dałam Leónowi całusa w policzek. On dał mi różę.
-Wyglądasz nieziemsko- powiedział.
Zawstydziłam się. Miałam uśmiech na twarzy. León zaproponował abyśmy się przeszli. Zgodziłam się.
Zaczęłam rozmowę.
-Jak się czujesz?
-Bardzo dobrze, już mnie nic nie boli.- powiedział spoglądając na mnie.
-Martwiłam się.
-Wiem- w tym momencie nagle złapał mnie za rękę. Nie zaprzeczałam.
-Chodźmy tam- wskazał miejsce.

León
Violetta spytała się jak się czuje, odpowiedziałem że bardzo dobrze. Widać było, że się martwi. Popatrzyłem na nią. Zawstydziła się. Złapałem ją za rękę. Nie zaprzeczała.
-Chodźmy tam- wskazałem miejsce.
Przygotowałem dla niej niespodziankę. Nad jeziorem ustawiłem mały stolik z przekąskami, obok była ławka. Usiedliśmy. Ona popatrzyła w moje oczy i się uśmiechnęła. Kocham ją. Postanowiłem, że zrobię pierwszy krok.
-Violetto...- zacząłem
-Tak?- spytała ciągle na mnie patrząc.
-Nie będę owijał w bawełnę... Zakochałem się w tobie. Ciągle o tobie myślę, nie mogę przestać. Zostaniesz moją dziewczyną?
Popatrzyłem na nią. Miała zmieszaną minę.
-Zrozumiem, jeśli się nie zgodzisz...
-Leonie Verdasie, zostanę twoją dziewczyną.- W tym momencie przysunęliśmy się do siebie i złączył nas pocałunek. Nie wiem ile to trwało, ale był cudowny. Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy ona powiedziała mi, że od dawna o tym marzyła. Byłem wniebowzięty.

Violetta
Poszliśmy w stronę jeziora. Usiedliśmy na ławce. Popatrzyłam się na niego i rozmarzyłam. Był taki męski, zawsze poprawiał mi humor, był przy mnie. Marzyłam o tym.
-Violetto...- zaczął
-Tak?- spytałam ciągle na niego patrząc.
-Nie będę owijał w bawełnę... Zakochałem się w tobie. Ciągle o tobie myślę, nie mogę przestać. Zostaniesz moją dziewczyną?
Popatrzył na mnie. Bardzo się zdziwiłam, ale byłam szczęśliwa.
-Zrozumiem, jeśli się nie zgodzisz...
-Leonie Verdasie, zostanę twoją dziewczyną.- W tym momencie przysunęliśmy się do siebie i złączył nas pocałunek. Nie wiem ile to trwało, ale dla mnie mógł wieczność. Był cudowny. Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy powiedziałam mu, że od dawna o tym marzyłam. Był wniebowzięty. Zjedliśmy trochę i poszliśmy się przejść ciągle trzymając się za ręce. Tuliłam się do jego ramiona. Odprowadził mnie do domu.
-Szkoda, że musisz iść- powiedział
-Kocham Cię- i dałam mu soczystego buziaka w usta. Byliśmy szczęśliwi.
-Ja ciebie też.- dodał, przytulił i odszedł.
Poszłam do pokoju i zaczęłam pisać w pamiętniku:

"Dzisiaj byłam na spacerze z Leónem,który przemienił się w randkę.
León spytał się mnie czy zostanę jego dziewczyną.
Oczywiście zgodziłam się! Pocałowaliśmy się. To mój pierwszy pocałunek.
Kocham go jak nikogo innego.
Violetta"
-----------------------------------
Mam dużo rozdziałów w zanadżu. Więc często będą się pojawiały.
Next już w drodze
~Leonetta
 

 
Violetta
Byłam w szoku. Rzuciłam telefon na ziemię i podbiegłam do ulicy. Leżał na niej León! Z jego ust leciała krew, był nieprzytomny. Obok stał jego motor. Sprawdziłam jego puls. Był słaby. Rozpłakałam się, martwiłam się o niego. Zawołałam resztę i krzyknęłam:
-León leży nieprzytomny! Zadzwońcie po karetkę!
Francesca zadzwoniła z mojego telefonu. Powiedzieli że przyjadą najszybciej jak mogą.
Leżałam przy Leónie i płakałam. Tak bardzo nie chciałam żeby mu się coś stało.

Camila
Violetta rzuciła telefon na ziemię, więc go podniosłam. Gdy usłyszeliśmy jej krzyk podeszliśmy do niej. Zobaczyliśmy Leóna leżącego na ulicy! Z jego ust poleciała krew. Poprosiła aby zadzwonić po karetkę. Fran zabrała mi telefon i zadzwoniła. Czekaliśmy trochę aż karetka przyjedzie. Widziałam w oczach Violetty strach, bała się o niego. My zresztą także. Wreszcie karetka przyjechała. Zabrała Leóna do szpitala. Violetta chciała się tam jak najszybciej znaleźć.
Maxi
Zawiozłem dziewczyny do szpitala. Viola tak bardzo się martwiła o Leóna. Zadzwoniła do Angie i uprzedziła, że nie wróci na obiad, bo jedzie do szpitala. Gdy dojechaliśmy poszliśmy na recepcję spytać się gdzie leży León Verdas. Powiedziano nam, że na 2 piętrze, pokój numer 43. Szybko tam poszliśmy.

Angie
Zadzwonił do mnie Viola. Uprzedziła, że nie przyjdzie na obiad. Zdziwiłam się, lecz gdy dowiedziałam się o co chodzi skończyłam rozmowę i powiedziałam o tym Germanowi.
-German, Viola nie wróci na obiad.
-A czemuż to?
-Jest w szpitalu.
-Co?! Moja Viola w szpitalu?!- usłyszała Olga i podeszła do nas.
-Nie, Violi nic nie jest, tylko jej koledze Leonowi Verdasie.
-Tyle szczęścia, że nic się jej nie stało.- powiedział German.
-Mam nadzieję, że Leónowi także.
Wtedy przyszła Jade. Powiedziała Germanowi coś o Matiasie, że wyjechał i nie wiadomo kiedy wróci. Potem poszła. Nawet nie zainteresowała się rozmową.

Violetta
Kiedy dowiedzieliśmy się gdzie go szukać szybko tam poszliśmy. Lekarz, który był w tym pokoju powiedział, że nic się nie stało, jest tylko lekko poobijany i ma ranę obok dolnej wargi. Powiedział też, żeby wchodzić pojedynczo do sali. Przyjaciele chcieli, abym weszła pierwsza, bo najbardziej się martwiłam. Kiedy weszłam do sali zobaczyłam Leóna leżącego na łóżku. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Gdy zobaczyłam jego uśmiech zrobiło mi się lżej na sercu. Nagle León się odezwał:
-Violetta! Tęskniłem za tobą.
-Ja za tobą też, nawet nie wiesz jak bardzo. To były najdłuższe 2 tygodnie. Jak się czujesz?
-Bardzo dobrze. Jutro mnie wypisują. Cieszysz się?
-No pewnie! Mam pytanie...
-Mów.
-Gdzie jechałeś na motorze?
-To ty zadzwoniłaś po karetkę?
-Tak, a właściwie to my wszyscy. Cami, Maxi, Fran i ja. Szliśmy do ciebie, bo nie odbierałeś telefonu.
-Jechałem do ciebie.
-Co? Ale przecież nie wiedziałeś, że wróciłam.
-Podsłuchałem waszą rozmowę na korytarzu w Studio. Przepraszam.
-Nie masz za co. Przecież chciałeś się ze mną zobaczyć. Dobrze, porozmawiamy potem, bo jeszcze inni chcą z tobą pogadać.- uśmiechnęłam się i wyszłam z sali.

León
Kiedy zobaczyłem Violettę, bardzo się ucieszyłem. Nie widziałem jej aż 2 tygodnie. Nawet nie wie jak za nią tęskniłem. Chciałbym, żeby między nami było coś więcej, niż tylko przyjaźń. W końcu tak dobrze się dogadujemy. Po chwili rozmowy powiedziała, że na rozmowę ze mną czekają jeszcze Maxi, Francesca i Camila. Kiedy wyszła reszta paczki weszła do sali. Przywitali się i spytali jak się czuję. Odpowiedziałem, że dobrze i że jutro mnie wypisują. Jeszcze chwilę porozmawialiśmy i musieli już iść do domu. W ubraniach znalazłem telefon i napisałem smsa do Violi:
Tęsknię za Tobą.
Po chwili otrzymałem odpowiedź.
Ja za Tobą także.
Postanowiłem, że zaproszę ją na spacer.
Violu, zgodziłabyś się pójść jutro ze mną na spacer?
Jej odpowiedź była jasna. Zgodziła się.
Oczywiście, że tak. O ile będziesz się dobrze czuł
Odpisałem jej.
Napewno. Jutro czekaj na mnie o 12 w domu. Przyjdę po ciebie
Wysłałem jej buziaka. Myślę, że się nie pogniewała. Odłożyłem telefon i zasnąłem.
-------------------------------
I jak ?
~Leonetta
 

 
Violetta
Właśnie wróciłam do domu. Nie mam pojęcia po co tata zabrał mnie do Niemiec na 2 tygodnie. Miał podpisać jakąś umowę, ale mógł beze mnie. Mogłam zostać w Buenos Aires, Olga by się mną zajęła. Musiałam na ten czas opuścić Studio. No i przyjaciół. Maxiego, Camilę, Francescę... Leona. Za nim najbardziej tęskniłam. Wiem, nie jesteśmy parą ale chciałam znów zobaczyć te jego piękne oczy, uroczy uśmiech i te dołeczki... Trochę się rozmarzyłam bo tata zaczął mi pstrykać przed oczami.
-Violetto, co ci się stało? Ocknij się!- powiedział tata.
-Ducha zobaczyłaś?!- Jade jak zwykle miła...
-Pewnie się zamyśliła. Tęskni za przyjaciółmi.- Angie wiedziała o co chodzi.
-Tak, prawda. Kiedy przyjdziemy, mogę ich zaprosić?- spytałam z nadzieją, że tata mi pozwoli.
-Oczywiście córeczko! Przyprowadzaj swoich znajomych.- wydawał się podejrzanie miły.
-Dziękuję! Jesteś najlepszym tatą na świecie!- powiedziałam i pobiegłam do domu.

Francesca
-Ciekawe, kiedy Viola wróci.
-Pewnie by zadzwoniła.- Cami jak zwykle miała rację.
-Czy komuś przypadkiem nie dzwoni telefon?- powiedział Maxi.
-O to mój! Viola dzwoni! Dam na głośnik.- i tak zrobiłam.
(Viola)-Fran? Wróciłam do domu! Zapraszam ciebie, Cami, Maxiego i Leona do mnie do domu. Zgadzasz się?
-No jasne, że tak! I reszta także- powiedziałam
(Viola)-Jak to? To oni tam są?
-Heej!- Krzyknęli wszyscy naraz.
(V)-No to widzimy się po lekcjach u mnie. Jeszcze zadzwonię do Leona żeby przyszedł.
-Za parę minut skończymy zajęcia i idziemy. Pa!
(V)-Pa!-rozłączyła się.
-No to idziemy?- Cami nie mogła się doczekać.
-Idziemy!- powiedziałam z Maxim głośno.
Violetta
Zadzwoniłam do Leona. Jednak nie odbierał. Próbowałam się dodzwonić ze 3 razy, ale ciągle odpowiadała mi sekretarka.
-Szkoda, tak chciałam się z nim spotkać.- pomyślałam.
Chwilę później przyszli Maxi, Cami i Fran.
-Jesteśmy! Jest już Leon?- spytał Maxi.
-Niestety nie. Nie odbiera.
-Może pójdziemy po niego do domu, pewnie wyłączył komórkę, no i ucieszy się gdy cię zobaczy.- powiedziała Fran.
-No dobrze.
Wyszliśmy z domu i w tym czasie znów spróbowałam skontaktować się z Leonem. Byliśmy już ulicę dalej, gdy nagle ujrzałam coś, czego nie chciałam zobaczyć...
------------------------------------
Chcecie next ?
~ Leonetta
 

 
Hejcia ! Ten blog to same opki . Będę tu pisała tak po prostu opki o Leonettcie Mam nadzieję ,że mnie polubicie
~Leonetta KC
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›